Kazimierz Odrobny: Niepokojące objawy

Fot. 1: Kazimierz Odrobny (1904-1981). Fotografia z około 1947 r., (źródło: IPMS)

Zamiast wpisu krótki list autora ukrywającego się pod pseudonimem „NEMO”. Jego treść przypisuję Kazimierzowi Odrobnemu, brak w nim daty ale wedle przypuszczeń może pochodzić z lat 50-tych lub 60-tych, który prawdopodobnie skreślił go pod wpływem impulsów związanych z brakiem zrozumienia dla jego aktywności i ZPU na polu odszkodowań za pobyt w niemieckich obozach koncentracyjnych w środowisku polskich uchodźców. Treść tego listu, pomimo jego zawiłości i niejasności, oddaje częściowo stan emocjonalny tamtej grupy Polaków.

„Życie psychiczne człowieka wypełnia sobą dwie w nieuchwytny sposób stykające się sfery. Są nimi nasza świadomość i podświadomość. Świadomość – to moja siła umysłowa udostępniająca mnie zdawanie sobie sprawy ze świata otaczającego, z postępowania innych ludzi i mego, ze stawianych przeze mnie i innych ludzi celów, z łączenia w związku przyczynowe zjawisk (fizycznych czy społecznych) i ich ocena. Sfera ta o niezaprzeczalnej olbrzymiej doniosłości, rzec można na miarę doniosłości podstawowego warunki życia i współżycia człowieka jako takiego, nie wypełnia jednak całego naszego jestestwa. Porównują ją uczeni nieraz do powierzchni morza, sferą podświadomości zaś do mało zbadanych jego głębin, do których docieramy z wielkim trudem. Jeszcze z większym wysiłkiem dociera nauka do sfery podświadomości.

Dociera drogą pośrednią, odszyfrowując cisnące się do naszej świadomości symbole – obrazy, znajdujące swe odzwierciedlenia w snach, legendach i mitach ukryty sens których tłumaczony jest na zrozumiały język. Częściowo przynosimy wspólną dla pewnych grupy społecznej podświadomość przychodząc na świat. Częściowo wytwarza się podświadomość w czasie naszego życia, gromadząc pewien materiał. Materiał ten składa się z zapomnianych spostrzeżeń, przeżyć niespełnionych marzeń, z których po pewnym czasie rezygnujemy, a które tylko pozornie przechodzą w nicość, żyjąc nadal w głębi naszej duszy i przyjmując inne formy. Należą do niego również niewyładowane [słowo nie czytelne], stłumione urazy itp. Nie będę dłużej zanudzał czytelnika tą naturą. Chodzi mi o inną rzecz mającą oczywiście związek logiczny z tym co wyżej powiedziałem.

Fot. 2: Fotografia bramy obozu dla dipisów w Heilbronn, 1947 r. (źródło: IPMS)

Nasza tragedia narodowa i związane z nią dramaty poszczególnych jednostek pozostawiły u każdego z nas niezatarte obrazy w pamięci. Z biegiem czasu przechodzi jednak ostrość emocjonalna przeżyć do podświadomości. Dopóki jasne uświadomienie otaczających nas rzeczywistości i zdolności rozróżniania pomiędzy tym, co według naszego własnego życzenia należałoby się od „świata”, „losu” lub kogoś innego a tym co jest możliwe do osiągnięcia w ramach istniejącego porządku prawnego zachowują swą ostrą sprawność, jest wszystko w porządku. Że jednak nie zawsze tak bywa uczy nas doświadczenie. Każdy pracujący na polu społecznym człowiek spotykał się napewno kilkakrotnie z osobami, które swoje roszczenia i pretensje nie mierzą istniejącymi przepisami, lecz istniejące przepisy mierzą swymi pretensjami. Są znowuż ludzie, którym się wydaje, że są prześladowani.

Gdy się jednak taką osobę zapyta, na czym to prześladowanie polega, nie może ona podać konkretnych faktów prócz zapewnień w egzaltowanej formie, że im się krzywda dzieje. Biada temu, kto nie podzieli ich zdania. Znienawidzą go, a może nawet w duchu zaliczą do swych „przeciwników”. Są również ludzie, którym się z góry mówi o ich nieuzasadnionych pretensjach – nie chcą w to wierzyć. Ale gdy przewidywania się spełnią i czynniki miarodajne pretensję odrzucą ze słusznym uzasadnieniem, zaczyna się dopatrywanie się jakiegoś ukrytego wroga, który w całej tej sprawie zaszkodził. To już jest początek niezdrowej imaginacji, która co najgorsze nigdy się nie uspokoi, aż całkowicie wyjałowi psychikę człowieka, o ile otoczenie na czas nie wpłynie na daną osobę w tym kierunku, by się ona otrzęsła z niezdrowych urojeń. Od wyimaginowania sobie wroga do stanu w jakim znajdował się na początku powieści Reymonta „Fermenty” kierownik małej stacyjki pełniący jednocześnie obowiązki bagażowego ekspedytora i wymieniający jako kierownik stacji sobie samemu jako ekspedytorowi grzywnę, jest dystans niezbyt daleki.

Fot. 3: Nagłówek jednego z dokumentów ZPU, (źródło: zbiory własne)

Nie chodzi mi o to, aby w kwestiach bardzo wątpliwych osoba dochodząca swych praw zrezygnowała z istniejących możliwości, chociaż i tu trzeba słuchać zdrowego rozsądku czy się sprawa w poszczególnych wypadku opłaca. Ale chodzi mi o rzeczy oczywiście bezzasadne, roszczenia urojone, o upór, którego osoba nie chce się pozbyć. Stan taki po pewnym czasie może przejść w niej w zaburzenia nerwowe, zachwiać równowagą duchową, pociągając za sobą niepowetowane nieraz szkody dla osobistego zdrowia, życia rodzinnego i zdolności do pracy. Staje się to poniekąd dlatego, iż nagromadzone w podświadomości niezadowolenie przenosi się na obiekt nic z tym wspólnego nie mający.

Środkiem ochronnym przed niebezpieczeństwem zaistnienia takiego stanu u człowieka może być wytłumaczenie mu we właściwym czasie przez kilka osób, które się cieszą w danym społeczeństwie autorytetem. Gdy od tych kilku osób posłyszy on o bezsensowności i bezpodstawności swych pretensji, może jeszcze zrozumie szkodliwość swych zmagań i jątrzenia samego siebie i wróci do równowagi duchowej.

[NEMO]

[brak daty i miejsca]”

Przy tworzeniu tego wpisu korzystałem z:

  • z archiwum Instytutu Polskiego i Muzeum im. gen. W. Sikorskiego w Londynie
  • ze zbiorów własnych

© łukasz wolak

Kazimierz Odrobny: Niepokojące objawy

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: