Poczet działaczy ZPU – Alfred Ruebenbauer

Śladami życia inż. Alfreda Ruebenbauera

Moje zainteresowanie działaczami Zjednoczenia Polskich Uchodźców (ZPU) zakiełkowało we mnie jakiś czas temu. Bezpośrednio związane ono było z chęcią poznania historii życia ledwie kilku nazwisk. Na pierwszym miejscu Kazimierza Odrobnego z czasem Bolesława Zawalicz-Mowińskiego, Witolda Szwabowicza i Stanisława Mikiciuka. Wydaje mi się, początkowo stykałem się z brakiem informacji jak również materiału źródłowego, że przerodziło się ono w pasję i chęć zrekonstruowania przynajmniej w minimalnym stopniu części biogramów. Motorem napędowym był fakt, że w polskiej historiografii nie ma odniesień do danych związanych z tymi działaczami. Dla mnie, jak sądzę, ale również dla pozostałych badaczy stali się oni anonimowi, dlatego przy każdej nadarzającej się okazji poszukuję informacji o wielu z nich. Tylko w ten sposób mogę odanonimizować wiedzę o życiu i działalności tego środowiska. W moich wcześniejszych wpisach podejmowałem próbę ujęcia biograficznego Bolesława Zawalicz-Mowińskiego oraz Kazimierza Odrobnego. Z czasem będę zamieszczał informacje dotyczące pozostałych działaczy. Dzisiaj natomiast prezentuję kolejną postać ze środowiska działaczy ZPU – inż. Alfreda Ruebenbauera. Postać, która w sposób szczególny ujęła mnie swoimi losami a ponieważ mogą istnieć specyficzne pozostałości świadczące o jego  przedwojennej jak również wojennej działalności założyłem, że jest osobą o której warto wspomnieć. Niestety na wstępie pragnę przeprosić, chciałbym aby było inaczej, ale do tej pory nie udało mi się zdobyć jego portretowej fotografii. Mam jednak nadzieję, że z czasem i taka się odnajdzie.

Ruebenbauer Alfred
Fot. 1: inż. Alfred Ruebenbauer (źródło: CAW)

Alfred Ruebenbauer – inżynier podchorąży. Urodził się w w dniu 13 października 1894 r. w Samborze na terenie dzisiejszej Ukrainy. Był synem Włodzimierza i Janiny z domu Sang. Ożenił się z Jadwigą z domu Sołtykiewicz z którą miał córkę Ewę (o córce wspomnę pod koniec moich rozważań). Do szkoły powszechnej oraz gimnazjum uczęszczał we Lwowie. Ukończył cztery klasy powszechne i osiem klas gimnazjum. Z chwilą wybuchu I wojny światowej miał 20 lat.  Został powołany do wojska w którym odbył służbę na froncie wschodnim aż do 1918 r. Jeszcze przed zakończeniem wojny wstąpił do I Brygady Legionów Polskich oraz brał udział w obronie Lwowa na Odcinku I pododcinek Wulka. Po zakończeniu wojny postanowił kontynuować przerwaną wojną naukę. Ponieważ bardzo interesowała go architektura rozpoczął studia w Politechnice Lwowskiej. Niestety w międzyczasie zastała go we Lwowie wojna polsko-bolszewicka. Przerwał więc naukę i jako doświadczony żołnierz ponownie wstąpił do wojska polskiego do 205 Pułku Piechoty, z którym brał czynny udział w walkach pod Zadworzem. Ponowna eskalacja wojenna zmusiła go do służby w wojsk, którą pełnił do 1924 r. w tym przez cały rok służył bezpośrednio na froncie. Już w okresie powojennym Za udział w I wojnie światowej oraz wojnie polsko-bolszewickiej został odznaczony Krzyżem Obrony Lwowa i Krzyżem Niepodległości. Po przejściu do cywila i prawdopodobnie rezygnacji z dalszej służby wojskowej zdecydował kontynuować przerwane studia na kierunku architektura w Politechnice Lwowskiej. Ukończył je niedługo później uzyskując tytuł inżyniera architekta. Pomimo swojego wykształcenie nie odbywał przeszkoleń rezerwy, które mogły mu przynieść awans na stopień oficerski. Zatem może to świadczyć nie tylko o podejściu do kariery wojskowej ale również do samej służby. Poświęcił się jednemu, wybranemu przez siebie kierunkowi – architekturze.

W 1926 r. zdał techniczny egzamin państwowy (prawdopodobnie w ten sposób zdobył uprawnienia budowlane – są to jedynie moje domysły). Szybko został dostrzeżony przez swoich pracodawców. W kolejnych latach rozpoczął pracę na stanowisku kierownika budowy sanatorium w Krynicy i budynków mieszkalnych w tym mieście. Dzisiaj po zdobyciu takiej informacji wyobrażam sobie, że nadzorowane przez niego budynki mogą po dzień dzisiejszy istnieć w Krynicy – niestety jeszcze tego nie zweryfikowałem. W kolejnych latach kształcił się i  rozwijał swoją wiedzę w wybranym kierunki. Wydaje mi się, że była to jego pasja, której poświęcał się bez reszty. W dowód uznania realizował kolejne inwestycje zbierając cenne doświadczenie zawodowe. Pełnił w kolejnych latach funkcję kierownika budów fabryk we Lwowie, Kaluszu, Kropiwnikach i Stebniku. Jego zamiłowania do architektury sprawiły, że został rzucony na nieco odmienny odcinek budowlany o specyficznym charakterze. Otrzymał awans na stanowisko kierownika robotów fortyfikacyjnych miasta Lwowa (niestety nie mam wiedzy jak poradził sobie z takim rodzajem budownictwa. Znając częściowo jego dalsze losy uważam, że realizacja zadań związanych z umocnieniami Lwowa przebiegła dla niego pomyślnie).

Z początkiem lat trzydziestych decyzją Prezydenta Rzeczpospolitej Polskiej został odznaczony Krzyżem Niepodległości. Jego kariera zawodowa stale nabierała rozpędu. Od połowy lat trzydziestych do chwili wybuchu II wojny światowej nadzorował wszystkie budowy prowadzone we Lwowie i jednocześnie był wykładowcą-profesorem w technicznej szkole wyższej w tym mieście (prawdopodobnie chodzi o Politechnikę Lwowską). Jego autorytet i kariera zawodowa były prze cały ten czas doceniane. Po wybuchu wojny zdecydował się pozostać we Lwowie. Od chwili wybuchu wojny starał się pogodzić realia okupacyjne z pracą zawodową. Znajdując się w ukochanym Lwowie właściwie pod zarządem radzieckim otrzymał posadę szefa urzędu inwentaryzującego wszystkie budowy we Lwowie. Udało mu się w ten sposób przekonać władze radzieckie do swojej osoby i fachu jaki posiadał. Niezmiernie mnie dziwi fakt, że mimo iż był byłym żołnierzem który brał udział w wojnie polsko-bolszewickiej nie został aresztowany i wywieziono. Nie groziła mu również śmierć ze strony radzieckiego okupanta. A może było tak, że żołnierze Armii Czerwonej podchodzili do polskich żołnierzy biorących udział w wojnie polsko-bolszewickiej w szczególny sposób? Pewny swego pozostał w tym mieście nadal realizując się zawodowo. Również miękko przeżył zmianę okupanta po ataku Niemiec na Związek Radziecki w 1941 r. Zmiana okupanta we Lwowie i przesunięcie granicy otworzyło mu pewne zawodowe możliwości. W kolejnych latach musiał tym razem przekonywać do siebie Niemców aby rozpocząć pracę w swoim zawodzie. Po niemiecką okupacją rozpoczął pracę jako inżynier w Wyższym Urzędzie Technicznym we Lwowie i jednocześnie w Krakowie. Taki stan dał mu pewną możliwość przenikania do środowiska architektów i inżynierów ośrodka krakowskiego co z całą pewnością poszerzyło jego horyzonty.

Okładka_Aschaffenburg
Fot. 2: Skan okładki publikacji Bolesława Budzynia poświęconej szkole w Esslingen / Aschaffenburgu w latach 1945-1949 (źródło: zbiory własne).

Niestety wiedza o jego losach wojennych na chwilę urywa się w ty miejscu. Jedyna poszlaka, która może wskazywać na jego działalność to pseudonim, którym miał się posługiwać podczas okupacji – ps. „Wisła”. Nie wiadomo jaką działalnością zajmował się w schyłkowym okresie okupacji. Nie wiadomo czy i w jakiej podziemnej strukturze służył. Być może z czasem odnajdę informacje, które w jednoznaczny sposób rozwieją moje wątpliwości. Nie wiadomo również jak dostał się na teren Niemiec. Czy został aresztowany i wywieziony? A może wraz z odwrotem armii niemieckiej opuścił Lwów i Kraków? To są pytania na które na chwilę obecną nie znam odpowiedzi.

Z chwilą zakończenia II wojny światowej w Europie odnajdujemy go na terenie stref okupacyjnych Niemiec. Sytuacja w której znalazł się w powojennym okresie zwana jest również „czasem dipisów”. Okres ten niewątpliwie należy zaliczyć do trudnych etapów życia każdego Polaka, któremu przyszło zmagać z tamtą rzeczywistością.  W tym dla niego oraz dla wielu mu podobnych trudnym okresie życia umiał odnaleźć się w ponurym świecie powojennej rzeczywistości. Ponieważ znał język niemiecki zatrudnił się w administracji amerykańskiej. Otrzymał przydział na stanowisko szefa prac naprawczych w UNRRA. Stała praca oraz potrzeba kształcenia Polaków spowodowały, że w pewnym momencie przyjechał do Alfreda dawny kolega inżynier Witold Skuba, który zaproponował Ruebenbauerowi współtworzenie z dawnym środowiskiem lwowskich techników szkoły technicznej w Esslingen/Aschaffenburgu w zachodnich strefach okupacyjnych Niemiec. Ponieważ administracja amerykańska likwidowała obóz dla dipisów w którym mieszkał wraz z córką i nie chciał przenosić się do Wildflecken/Durzyn, zdecydował się przyjąć propozycję kolegi. Połączył więc trudy życia w okupowanych Niemczech z pracą dającą utrzymanie w tamtych trudnych czasach oraz nadal realizował swoją pasję którą była architektura i budownictwo. W nowej szkole prowadził zajęcia z geometrii wykreślnej, projektowania i budownictwa. W kolejnych latach rozwijał swoją pasję pełniąc obowiązki szefa komisji egzaminacyjnej zawodów budowlanych w Ludwigsburgu oraz rektora polskiej szkoły wyższej w Esslingen i Ludwigsburgu, które były finansowane przez United Nations Relief and Rehabilitation Administration (UNRRA) a później przez International Refugees Organization (IRO). Po utworzeniu Republiki Federalnej Niemiec i zaprzestaniu działalności IRO oraz co za tym idzie uszczupleniu finansowania zmuszony był poszukiwać pracy w administracji niemieckiej. W następnych latach parał się różnymi zawodami spokrewnionymi lub związanymi bezpośrednio z zawodem. Otrzymał posadę kierownika magazynu w Luitpoldkaserne a także kontrolera centrów handlowych. Przez blisko dwa lata nie pracował. Dopiero w 1954 r. zatrudnił się w amerykańskim biurze inżynierskim, które miało przedstawicielstwo w RFN i jednocześnie został członkiem SACOM Engineur Real Estate Suryey Team. Od pierwszych chwil zakończenia wojny związał się z Ludwigsburgiem, gdzie żył i pracował.

Ludwigsburg – Mapy Google
Fot. 3: Ludwigsburg / Niemcy (źródło: google.com)

O jego poglądach politycznych do tego momentu nic nie wiemy. Wynika to wprost ze źródeł a właściwie ich braku. Z okresu międzywojennego nie zachowały się żadne znane mi materiały świadczące o jego zaangażowaniu w działalność partyjną. Nieco o poglądach Alfreda dowiadujemy się dopiero w 1955 r. kiedy w Velbert na ręce Kazimierza Odrobnego złożył przyrzeczenie przynależności do Stronnictwa Narodowego (SN). Trudno jest wskazać czy zgłosił się do SN-u z własnej woli, czy ze względu na fascynację programem, a może został namówiony i zachęcony  przez samego Odrobnego do wstąpienia w szeregi partii? Te pytania pozostają na chwilę obecną bez odpowiedzi. Z chwilą powstania Zjednoczenia Polskich Uchodźców wstąpił do tej organizacji. Przez blisko dwadzieścia lat związany był początkowo z Ogniskiem  Zbiorczego III Okręgu ZPU a później Ogniskiem ZPU w Ludwigsburgu. Szybko zyskał swoich zwolenników, którzy widzieli w nim swojego patrona. W organizacji pełnił przez szereg lat różne funkcje we władzach zarówno terenowych jak również centralnych. Był m.in. prezesem Okręgu III ZPU z siedzibą w Ludwigsburgu, zastępcą delegata do Międzynarodowej Organizacji Uchodźców, zastępcą członka Komisji dla Spraw Szkolnych i Oświatowych przy ZPU (zwaną również Komisją Oświatową ZPU), członkiem Komisji Budżetowej podczas III Rady ZPU, delegatem ZPU do ZPUW a także delegatem Ognisk III Okręgu do Rady ZPU.

Został odznaczony krzyżem Okrągłym I Brygady ustanowionym przez Józefa Piłsudskiego oraz medalem pamiątkowym 205 Pułku Artylerii Polowej. Zmarł pomiędzy czerwcem a lipcem 1977 r. w Ludwigsburgu.

Posłowie

Kiedy przed kilkoma laty rozpocząłem poszukiwania informacji o Alfredzie Ruebenbauerze nie dysponowałem żadnymi podstawowymi informacjami o jego życiu. Przypominało to nieco poszukiwanie we mgle. Korzystając wówczas z popularnej przeglądarki internetowej trafiłem na artykuł w którym Ewa Bartkowiak udzieliła wywiadu Przeglądowi Australijskiemu – jak sądzę lokalnemu dziennikowi polonijnemu w którym znalazłem nieco informacji jej ojcu – Alfredzie Ruebenbauerze. Przez dłuższy czas była to dla mnie wiedza bazowa o jego życiu i działalności. Odnajdując ten ślad, niesiony na fali euforii własnego odkrycia, postanowiłem

Ewa Bartkowiak-wywiad
Fot. 4: Przegląd Australijski dla którego Ewa Bartkowiak z domu Ruebenbauer udzieliła wywiadu. (żródło: Przegląd Australijski).

napisać do redakcji list z prośbą pośredniczenie w kontakcie z Ewą Bartkowiak, ponieważ wywiad był stosunkowo świeży liczyłem na podjęcie korespondencji. Niestety jak to często bywa w tego typu poszukiwaniach nie tylko nie otrzymałem odpowiedzi i kontaktu ale mój list pozostał w zupełnym zawieszeniu. Redakcja pisma wogóle się do mnie nie odezwała. Jakiś czas temu nawinie sądząc, że nastąpi jakaś zmiana napisałem po raz drugi list i ponownie pozostał on bez odpowiedzi. Wymusiło to na mnie obranie innej drogi poszukiwań i porzucenie tropu australijskiego. Dopiero stosunkowo niedawno dzięki poszerzonym kwerendom archiwalnym udało mi się odnaleźć informacje bardziej szczegółowe, których wynik można ocenić powyżej. Udało mi się również zdobyć publikację, której okładka znajduję się w pod fot. 1 w tym tekście. Wszystko również odbyło się przypadkowo i zrządzeniem losu. Okazało się iż Bolesław Budzyń, autor publikacji, umieścił w niej wspomnienia Ewy Bartkowiak, które bliźniaczo są podobne do wypowiedzi z dziennika australijskiego z tym, że poszerzony był wątek jej ojca. Jak się również okazało także ona studiowała architekturę w Esslingen, w szkole w której wykładowcą był jej ojciec, a po jej ukończeniu zdecydowała się wyjechać do Australii. Jej droga życiowa rozeszła się z ojcem w 1949 r. Początkowo osiadła w Melbourne aby przenieść się po krótkim czasie do Adelajdy. Ojciec pozostał do końca swoich dni w Ludwigsburgu.

© by łukasz wolak

Poczet działaczy ZPU – Alfred Ruebenbauer

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: