Blogowe rozmowy: Jacek Kowalski

To pierwszy pilotażowy wpis w którym mam zamiar otworzyć kolejne pole aktywności bloga. Kilka dni temu miałem wielką przyjemność przeprowadzić rozmowę z byłym działaczem Zjednoczenia Polskich Uchodźców, Polskiej Partii Socjalistycznej w RFN oraz freelancerem Radio Wolna Europa p. Jackiem Kowalskim (1950). Opisując jego osobę w kilku słowach mogę wskazać, że jest z wykształcenia germanistą i politologiem. W okresie aktywności w środowisku polskich uchodźców w RFN był działaczem ZPU i PPS, redaktorem „Przemian” i „Die Wende”, członkiem Rady Naczelnej PPS w Londynie, współwydawcą pisma zarządu IV Okręgu ZPU pt. „Rodak”, przewodniczącym Komitetu Głównego PPS w RFN, sekretarz Oddziału Rady Narodowej oraz wiceprzewodniczący Oddziału Rady Narodowej, przewodniczącym Centralnego Komitetu Wykonawczego oraz członek Rady Naczelnej PPS w Londynie, delegat Rady Uchodźstwa Polskiego przy Rządzie RP na Uchodźstwie w Londynie.

Mam jednocześnie nadzieję, że taka forma  aktywności przyczyni się nie tylko do zwiększonej popularyzacji podejmowanego przeze mnie tematu ale bezpośrednio wpłynie na zachęcenie pozostałych przedstawicieli tego środowiska do nadsyłania swoich materiałów lub wyrażenie zgody na nagranie rozmowy.

Poniższa transkrypcja (w miarę dokładna) jest moim subiektywnym wyborem i pełni rolę „zajawki”, ponieważ jej długość daleko przekracza przyzwoite ramy objętości! Zdecydowałem się zatem na wybór fragmentów, ledwie procenta rozmowy, które są związane z życiorysem p. J. Kowalskiego oraz początkiem jego aktywności na terenie RFN. Zapraszam do lektury.

Fot.1: Jacek Kowalski (1950), (źródło: ze zbiorów własnych)

„Nazywam się (…) Jacek Antoni Kowalski urodziłem się 05 maja 1950 r. w Ostrowie Wielkopolskim na ulicy Mickiewicza 1 (…) W 1968 r. zakończyłem Liceum i zdałem maturę. Krótko po maturze pojechałem do Sopotu i tam zdawałem (…) egzamin wstępny na Wyższą Szkołę Ekonomiczną w Sopocie dawniejszą Wyższą Szkołę Handlu Morskiego. Zdałem egzamin wstępny ale brakowało mi punktów (…) za pochodzenie i nie zostałem przyjęty. Pojechałem później do Torunia, gdzie zdawałem na Uniwersytet Toruński i egzamin zdałem (…) ale dziwnym zbiegiem okoliczności okazało się, że jednak punktów wystarcza i dostałem zawiadomienie z Sopotu, że zostałem przyjęty na Wydział Morski – Wydział Handlu Zagranicznego na Wyższej Szkole Ekonomicznej. Tam studiowałem od roku 1968 do roku 1971. (…) 13 grudnia [1970 r.] w niedzielę wróciłem z Kołobrzegu do Gdańska no i potem pojechałem kolejką elektryczną do Sopotu. Nie wiedziałem nic, że była (…) podwyżka cen i w Sopocie rano dowiedzieliśmy się, że robotnicy wyszli na ulicę i strajkują, demonstrują. Wsiedliśmy w kolejkę elektryczną i z kolegą z Sopotu pojechałem do Gdańska. Zaraz na przeciwko dworca był budynek Komitetu Wojewódzkiego PZPR pana Kociołka. I tam już z helikoptera na linach wyciągali ludzi do góry bo Komitet był obstawiony przez robotników.

Krótko po tym zauważyłem, że na ulicach jeździły już czołgi opanowane przez robotników, wjeżdżały w kioski ruchu, zapalono dworzec główny, strzelano, gaz łzawiący, który w zasadzie tylko działał przez pierwsze 45 minut bo potem już jakoś – nie znam się technicznie na składzie gazu – oczy przestały płakać. No ale gdzieś tak około godziny 14 wróciliśmy do Sopotu i dziwnym zbiegiem okoliczności nic się nie działo, wszystkie kolejki chodziły. Na drugi dzień z Bogusiem stwierdziliśmy, że pojedziemy znowu do Gdańska. Pojechaliśmy do Gdańska. No wtedy już w zasadzie nie było tych rozruchów na ulicy tylko chodziły patrole milicyjne, zabezpieczano sklepy, przede wszystkim delikatesy na Rajskiej, które już zostały – zostały powybijane szyby wystawowe, pokradziono wszystko. W sam poniedziałek (…) ludzie biegali tak jakby kelnerzy z koszulami, z ubraniami na rękach i zabierali pokradzione rzeczy. (…) No więc wróciłem, jak już wspominałem, na drugi dzień z powrotem do Sopotu. (…) 15 grudnia był spokój ale całą noc przy ulicy któregoś tam stycznia – nie pamiętam kiedy został Sopot oswobodzony – jechały „Skoty” opancerzone, wozy pancerne, czołgi, bez przerwy do samego prawie rana. Rano pojechaliśmy do Gdyni, w zasadzie nie rano bo już kolejka nie funkcjonowała, bo w tedy Kociołek zaapelował do robotników żeby poszli do pracy i doszło jak się później okazało – o tym nie wiedzieliśmy – do tego, że na moście tam jak szliśmy do pracy zastrzelono ilu nie wiadomo – dane były raz takie raz inne.

No więc potem (…) poszliśmy na ulicę – już teraz nie pamiętam nazwy – w Gdyni – Gdynia Wzgórze Nowotki bo tam dotąd tylko chodziły kolejki. Resztę trzeba było pokonywać na piechotę. Już się ściemniało i byliśmy właśnie na tej ulicy i nagle stanęła „buda” i wypadło z niej kilku (…) w mundurach milicyjnych (…) i było czuć, że byli pijani. Oni nas wzięli do bramy. My pokazaliśmy legitymacje studencką i nawet mówiliśmy, że nie bierzemy w tym udziału, żeby nas puścili. Ale oni nas załadowali na „budę” i do samochodu i tam było ciemno i nie wiedzieliśmy w ogóle dokąd jedziemy. (…)

Fot.2: Przy grobie Wincentego Broniwój-Orlińskiego na Starym Cmentarzu w Ostrowie Wielkopolskim, 2017 r. (źródło: ze zbiorów własnych)

(…) na trzeci dzień z rana woźny nam powiedział, że to jest szkoła podstawowa czy jakaś tam – na Helu jesteśmy – w Wejherowie. No więc tam siedziałem aż do 8 czy 9 stycznia (…) Po przyjeździe do Ostrowa dowiedziałem się od ojca, że był wzywany na komendę Milicji Obywatelskiej bo ja napisałem list wtedy jeszcze z Sopotu. (…) No jak wróciłem później na sesję egzaminacyjną (…) to nie zdałem tam żadnego egzaminu nawet z Niemieckiego. (…) wtedy mi Pani Profesor powiedziała, że ona musi mi dać niedostateczny. Więc ja jej powiedziałem, że to już nie ma znaczenia bo to już jest piąty [śmiech].

I w związku z tym przestałem studiować. Oni mnie oficjalnie nie wyrzucili ze studiów ale ja przestałem studiować. Przyjechałem do domu i mieliśmy znajomych w NRD i tam pojechałem do NRD (…) Jak byłem w NRD u znajomych (…) i tam u nich zamieszkałem przez parę dni. Szukano pracowników – po prostu – i zgłosiłem się jako palacz w fabryce, która produkowała płyty (…) wtedy w ten dzień miałem pecha bo akurat była wizyta z wyższego pionu – to był Frankfurt nad Odrą – i tam jakiś oficer mi powiedział, że tam nie mam prawa bez zgody pracować. Ale to nie miało nic wspólnego (…) z moją poprzednią działalnością i tak dalej. To po prostu były takie przepisy. No i dostałem wpis do wkładki paszportowej bo to nie było wtedy paszportów tylko wkładka, że mam 24 godziny na opuszczenie NRD. No więc ja wtedy poszedłem na drugi dzień na komendę i mówię, że ja jeszcze muszę odebrać moją wypłatę. To przedłużyli to. Już teraz nie pamiętam na jak długo ale odebrałem pieniądze i wróciłem do Polski.

(…) No więc pojechałem z powrotem do NRD ale już nie do tego zakładu, gdzie pracowałem tylko zgłosiłem się w Berlinie do fabryki czekolady VEB Elfe – dawniejsza firma Trumpf (…) Mistrz w tym zakładzie mówi – Panie Kowalski szkoda Pana tam jest przy tym węglu to ja Panu załatwię, że Pan będzie pracował przy obsłudze przemienników wody (…) – chodziło o zmiękczenie wody na produkcję.  (…) musiałem dosypywać soli i mierzyć co jakiś czas buteleczką wodę i tam musiało być conajmniej centymetr piany mydlanej.

(…) Studiowałem w Poznaniu do lipca 1976 roku i wyjazd mój na zachód był pretekstem bo ja miałem pisać pracę magisterską o teatrze ludowym austriackim – a temat pracy był specjalnie wybrany przeze mnie i mojego  kolegę doktora Włodzimierza Bialika. (…) Słowo ludowy otwierało wtedy – dawały możliwość łatwiejszego wyjazdu. I Bialik mi napisał takie poparcie – czy zaświadczenie – że jestem przewodniczącym koła germanistów przy Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. (…) Więc złożyłem wniosek na paszport myśląc, że może z uwagi na moją poprzednią (…) historię na wybrzeżu – może zapamiętali czy coś – że nie dostanę tego paszportu. Ale paszport otrzymałem (…)

(…) No tak tylko dla ciekawostki mogę powiedzieć, że kiedyś były obchody rocznicy: XXX rocznicy PRL i XXV rocznicy NRD. I tam zaproszono wtedy delegacje wszystkich Państw a ja byłem przewodniczącym grupy Polaków – nas było tylko pięciu – nie wiem po co był [potrzebny] przewodniczący ale chcieli. No więc każdy z nich miał przemówienie więc ja mówię (…) tam był napis na ścianie, że „Dziękujemy armii sowieckiej za oswobodzenie Halle”. Więc ja zacząłem wystąpienie od tego, że najpierw muszę tutaj fakty historyczne zrewidować – powiedzieć jak to było. Mówię: „ja się uczyłem w podręcznikach w szkole, że Halle zostało oswobodzone przez armię amerykańską i później w ramach wymiany na sektor berliński zostało w strefie sowieckiej„. Mikrofon naturalnie za raz wyłączono. A na drugi dzień Pan Schmeiel – to był taki opiekun studentów zagranicznych z wiadomego resortu – wziął mnie, portierka przyszła do góry, wziął mnie ze sobą. Na dole było jakiś dziwnych panów (…) i poszliśmy do takiego mieszkania. Jeden notował a drugi rozmawiał.

Bardzo szybko rozmowa się skończyła bo mi ciągle próbował wmawiać, że ja byłem pijany. Ja wiedziałem o co chodzi – bo jak był pijany to mówił głupoty – a ja chciałem jednak potwierdzić, że ja tak mówiłem. To wtedy tylko zapytał się: „czy mi się trawa w NRD podoba„? Mówię: „nie proszę Pana, niepodoba mi się bo tu są zakłady chemiczne Buna-[Werke], Leuna, wszystko żółte, brązowe…” To mi tylko powiedział po niemiecku, że mam sp… Powiedzmy po naszemu – spieprzaj. (…) No więc jak to się mówi – spieprzyłem – i wróciłem do akademika. No dokończyłem te studia. I jeszcze muszę dodać, że myśmy wyjeżdżając do Halle – to było powiedziane u nas na Wydziale Germanistyki – że [proszę] tylko gramatyki się uczyć (…). A wszystkie egzaminy dotyczące literatury czy historii literatury trzeba było w Poznaniu zdawać jeszcze raz bo enerdowska literatura zaczynała się w 1945 roku. No więc po skończeniu studiów – po skończeniu pobytu w Halle – wróciłem jeszcze do Poznania. Tam studiowałem następny rok i później zdecydowałem się opuścić Polskę (…).

(…) w 1976 roku (…) wyjechałem do Niemiec. (…) No więc to było w Strasburgu. No i mówię tak – to teraz Polacy do Szwecji i do Austrii nie potrzebują wizy więc poczekałem aż otworzą konsulat – zrobiłem sobie na dworcu zdjęcie (…) i poszedłem do konsulatu. Najpierw się dziwili, że tak pięknie po niemiecku potrafię mówić i powiedziałem – skłamałem – że brat czeka na mnie we Wiedniu. Ja potrzebuje tranzytową wizę do Niemiec. To bez problemu mi wydali nawet za darmo i wsiadłem w pociąg i przyjechałem do Monachium bo tak żeśmy się umawiali z kolegami – z kolegą i jego żoną bo oni najpierw wyjechali do Szwecji.

(…) I potem poszliśmy na komendę Policji w Monachium na Ettstraße i złożyliśmy podanie o azyl. A w związku z tym, że to było stosunkowo późno to nas przetrzymali w areszcie. (…) No i mieliśmy tak zwaną króciutką rozprawę. Dostałem – nie pamiętam – 20 czy 30 marek kary (…). To nam te 20 marek odciągnęli. I dali nam bilet do Zirndorfu do obozu przejściowego dla uchodźców. (…) Na drugi dzień przyszedł woźny i dał mi… miotłę i wiadro i mówi: „putzen du putzen” – Ty sprzątać. Ja mowię: „proszę Pana niech Pan się ode mnie odpieprzy przecież ja po niemiecku umiem„. [On odpowiedział]: „to Pan sala 17 (…)„.

Fot.3: Tablica informacyjna miasta Zirndorf (źródło: IPN)

Sala 17 liczyła mniej więcej 8 osób. (…) No i tam w tym obozie byliśmy jakieś 10 dni. W międzyczasie trzeba było przejść te wszystkie rozmowy – przesłuchania przez wywiad niemiecki i amerykański i tak dalej. Potem chodziliśmy zawsze do kasyna amerykańskiego (…) Aha będąc w obozie przyjechało dwóch panów do nas – do Polaków. Jak się później okazało to byli moi późniejsi przyjaciele: Tadeusz Podgórski i Włodzimierz Sznarbachowski i pytali się czy literaturę dowieźć i tak dalej. Te literaturę przywieźli. Później byli znowu dwa razy jeszcze. (…) Wtedy już miałem bliski kontakt z Tadeuszem Podgórskim i później założyłem już w obozie Koło Polskiej Partii Socjalistycznej na Emigracji w Augsburgu. Pracę dostałem bardzo szybko (…). Poszedłem do szkoły (…) bo szukano nauczycieli języka niemieckiego i osób które znały oprócz niemieckiego jakiś język wschodni – polski, czeski, ruski, i tak dalej. Tam otrzymałem pracę i tam pracowałem od 1977  do 1984 roku. W międzyczasie wstąpiłem także do ZPU – Zjednoczenia Polskich Uchodźców w Niemczech i byłem członkiem Polskiej Partii Socjalistycznej – przewodniczącym Koła PPS w Augsburgu.

Teraz już nie pamiętam czasowo, później byłem (…) członkiem Komitetu Głównego Polskiej Partii Socjalistycznej w Niemczech, potem sekretarzem, potem wiceprzewodniczącym a po zjeździe w Kolonii jak Tadeusz Podgórski [wyjechał] do Londynu to wybrano mnie na przewodniczącego Komitetu Głównego i wiceprzewodniczącego Polskiej Partii Socjalistycznej w Londynie w Centralnym Komitecie. Byłem też członkiem Rady Naczelnej PPS. I tą działalność prowadziłem w PPS-ie aż do upadku komuny. Tadeusz Podgórski zmarł już w 1986 r. i na zjeździe zjednoczeniowym w Bernried pod Monachium w 1990 roku ustaliliśmy, że połączyliśmy się wtedy z grupą Wąsika i powstała jednolita partia socjalistyczna na emigracji. I potem odbył się XXI Zjazd, bo liczono zjazdy PPS-u do momentu wybuchu II wojny światowej – bo [później] zjazdy nie odbywały się – i numerycznie był ten XXI w Warszawie. Tam w Warszawie wybrano nowy Komitet Centralny i Radę Naczelną PPS. Byłem wtedy wiceprzewodniczącym Centralnego Komitetu (…) PPS w kraju. Wąsik został przewodniczącym Rady Naczelnej PPS a Lidia Ciołkoszowa (…) Honorową Dożywotnią Przewodniczącą PPS. Lidia Ciołkoszowa była ostatnią [żyjącą] osobą z dawniejszego składu  Rady Naczelnej PPS sprzed drugiej wojny światowej.

Fot.4: Od lewej: Stanisław Wąsik, przemawia Lidia Ciołkosz, minister Zbigniew Scholtz, Jacek Kowalski, Hamburg 1987 (źródło: ze zbiorów własnych).

Później umowy zjazdowe złamał Piotr Ikonowicz i poszedł na współpracę z postkomunistami z SLD i kandydował z ich listy. W związku z tym emigracyjni działacze PPS utworzyli ponownie Centralny Komitet Zagraniczny PPS na emigracji. Zostałem przewodniczącym tego Komitetu. Z tym, że nie mieliśmy zamiaru prowadzić działalności politycznej ale centralny Komitet Zagraniczny PPSu uważaliśmy za coś w rodzaju instytutu pielęgnującego tradycje, historię Polskiej Partii Socjalistycznej, nie mieliśmy żadnych ambicji tworzenia partii politycznych na emigracji skoro w Polsce – jak to się mówiło – zapanowała wolność. I potem PPS krajowy też kiedyś padł, ale już nie wiem dokładnie kiedy. I tak, że Polska Partia Socjalistyczna w Polsce w ogóle nie jest reprezentowana. Nie ma demokratycznej lewicy. No i tak zakończyła się w ogóle nasza działalność. Później wszystkich organizacji na emigracji bo i ZPU później przestało istnieć, wszystkie partie polityczne przestały istnieć. (…) Jestem obecnie już na emeryturze, mam 67 lat no i 41 lat niestety spędziłem na emigracji (…).”

(fragment rozmowy z Jackiem Kowalskim, którą przeprowadził Łukasz Wolak)

#blogouchodzcach; #uchodzcopokazszuflade; #polacywniemczechpo1945; #archiwumuchodzcow;

Przy tworzeniu wpisu korzystałem:

  •  z nagrania rozmowy audio z Jackiem Kowalskim (przeprowadził Łukasz Wolak).

© łukasz wolak

ZapiszZapisz

ZapiszZapisz

ZapiszZapisz

ZapiszZapisz

ZapiszZapisz

ZapiszZapisz

Blogowe rozmowy: Jacek Kowalski
Tagged on:                                                                                                                                         

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: