Słów kilka o uchodźcach

Ten wpis będzie różnił się od opublikowanych do tej pory. Staram się nie komentować ani wypowiedzi związanych z kryzysem migracyjnych UE ani wypowiedzi związanych przyjmowaniem przez Polskę uchodźców/migrantów. A jeśli już zabieram głos w dyskusji czynię to niezwykle rzadko. Powodów jest wiele. Choćby dlatego, że zajmuje się nieco odleglejszą tematyką od podejmowanych współcześnie a także ze względu na pewną higienę własnych zainteresowań, w tym związanych z szeroko pojętym bezpieczeństwem. Tym razem chce uczynić pewien wyjątek. Na moją decyzję wpłynęła dyskusja na Twitterze, która rozgorzała po słowach jednego z redaktorów radiowych. I nie byłoby w tym niczego dziwnego gdyby nie fakt, że jeden z użytkowników jako kontrargument w dyskusji użył mojego wpisu z przed 1,5 roku pt. „Obozy dla uchodźców w RFN w latach 80-tych„.

Ponieważ statystyki bloga strzeliły w górę, akurat po wieczornych obrzędach (kto z Państwa ma dzieci zrozumie), zacząłem zastanawiać się nad tym co się właściwie stało… Liczba odwiedzających wspomniany wpis  stale się powiększała (wyświetlenia obejmowały: Polskę, Niemcy, Stany Zjednoczone, Wielką Brytanię, Holandię, Szwecję, Szwajcarię, Danię, i kraj, który WordPress określa jako Unia Europejska). W pierwszej kolejności pomyślałem, że blog padł ofiarą hakerów… Niestety pudło. W drugiej kolejności pomyślałem wirus… Niestety drugie pudło. Po nitce do kłębka dotarłem do wpisu, który zawierał link do mojego bloga a dalej do całej dyskusji.

Fot. 1: Screen rozmowy z Twitter (źródło: Twitter)

Z ciekawością podszedłem co całej sprawy. Prześledziłem również wątki i wypowiedzi użytkowników. Muszę przyznać (rozumiejąc ideę), że Twitter nie daje możliwości szerszego wypowiadania się i być może to sprzyja szybkim i krótkim wypowiedziom nie raz nie dwa pozbawionym merytorycznych podstaw. Ponieważ to zdarzenie było dość niecodzienną akcją związaną z blogiem zdecydowałem się zamieścić kilka moich przemyśleń. Muszę przyznać, przygotowują wspomniany wpis 1,5 roku temu poświęcony obozom dla uchodźców w RFN, że nie myślałem o tej problematyce w ujęciu współczesnym. Ideą jaka mi przyświecała było przede wszystkim zasygnalizowanie zjawiska z jakim związani byli Polacy w latach 80-tych a właściwie jeszcze wcześniej bo od zakończenia II wojny światowej.

Okres, który przybliżyłem był z kilku powodu mi bliski. Tworząc blog chciałem i nadal chce przybliżać historię polskich uchodźców, których los oraz decyzje zmusiły do pozostania na terenie RFN. Bardzo często ten obraz nie jest czarno-biały. Ten drobny wycinek historii szczególnie dzisiaj jest częścią całego obrazu jaki możemy obserwować z chwilą zakończenia II wojny światowej w Europie. Z wieloma wyjątkami chyba trwa po dzień dzisiejszy…?

Ubolewam nad tym, że nie dyskutujemy o przeszłości, która tak bardzo implikuje przyszłość. Szczególnie w sprawach związanych z uchodźcami. Jak pisał jeden z badaczy – „wiek XX był czasem uchodźców”. Dzisiaj to pewna oczywistość ze względu na dwie wojny światowe oraz kilkanaście mniejszych konfliktów regionalnych, które miały miejsce w ubiegłym stuleciu. Współcześnie po siedemnastu latach XXI wieku wypada wskazać, że ten exodus ma swoją kontynuację. Czy XXI wiek będzie także „czasem uchodźców” zobaczymy za około 70-80 lat. Dziwi mnie jednak to, że przy tej okazji nie odwołujemy się do doświadczeń minionych pokoleń a w dyskusjach potocznych i w mediach wolimy powielać utarte określenia. To przede wszystkim wzburza i powoduje podziały. Wszyscy bierzemy w tym udział.

Fot. 5: Widok budynku obozu dla uchodźców w Berlinie Zachodnim przy Marienfelder Alle (źródło: IPN)

Dzisiaj słowo „uchodźca” ma jednoznacznie pejoratywną konotacje. Wynika to z wielu czynników w tym uprzedzeń i stereotypów. Mogę śmiało dodać, że po zakończeniu II wojny światowej „Displaced Persons” (potocznie: dipis) równie kojarzyło się negatywnie. Zgadza się jeśli ktoś wskaże, że skala jak również geneza tamtego zjawiska jest nieporównywalna. Późniejsze wydarzenia w tym polaryzacja bloków wschód-zachód dodatkowo skomplikowały całą sytuację i życie tych, którzy pozostali bez swojego kraju. Niemniej istnieje kilka płaszczyzn z przeszłości, które można porównywać współcześnie lub ponownie poddać dyskusji. Jedną z nich jest bezpieczeństwo, druga to sytuacja społeczna w obozach i trzecia rozmieszczenie obozów.

Odnoszę wrażenie (nie odkrywam w tym miejscu „Ameryki”), że wielu polityków (z każdej strony politycznej) wprost „posługuje się pustą retoryką” za którą nie idą ani działania ani nowa wiedza o zachodzących zjawiskach. Tymczasem gdyby istniała pewna chęć w tej przestrzeni władzy na gruncie wspólnotowym udałoby się osiągnąć rozwiązanie problemu i uporać przynajmniej logistycznie z obecną sytuacją. Bynajmniej nie myślę o przyjmowaniu „uchodźców/migrantów” do krajów członkowskich, przynajmniej nie na tym etapie, a raczej o osiągnięciu pewnego status quo. Naturalnym elementem logistyki w tym przypadku było i jest umieszczanie obozów w krajach z którymi Państwa objęte wojną sąsiadują. Innym rozwiązaniem mogą być najbliższe kraje, które zapewniają bezpieczeństwo (jeśli myślimy o krajach UE to będą to Grecja i Włochy) aby pozostać w zgodzie z Konwencją Genewską.

Fot.5: Okładka publikacji J.M. Piskorskiego pt. „Wygnańcy”, wyd. PIW 2010, (źródło: PIW)

Równie istotny w przypadku tak ogromnej liczby napływających jest podział obozów na uchodźcze, filtracyjne- przejściowe, azylanckie. Taki system daje służbom, również tajnym, możliwości i czas na wykonanie określonych sprawdzeń, zweryfikowanie tożsamości i wyrażenie opinii. Podobnie jak miało to miejsce po II wojnie światowej w proces „clearingu” mogłyby  być zaangażowane służby wywiadowcze wszystkich Państw UE. Wydłużyłoby to z oczywistych powodów okres oczekiwania na wyniki sprawdzenia i decyzję o wpuszczenie na teren UE ale mielibyśmy wówczas przynajmniej w 50% pewność, że wpuszczana osoba jest tą za którą się podaje (służby i administracja obozów dysponowałaby danymi biograficznymi, informacjami: o wykształceniu, doświadczeniu zawodowym, o powodach ucieczki, o celu przybycia do obozu, etc.). Nie będę w tym miejscu wspominał o pewnych pozytywnych elementach dla bezpieczeństwa krajów UE o którym tak szeroko dyskutujemy. Nie można zjeść lizaka i mieć lizaka – proszę wybaczyć dosłowność.

Zdaje sobie sprawę z krytyki moich przemyśleń. Stoję jednak na stanowisku, że obecnie panujący system jest tak bardzo niedoskonały, że destabilizuje nie tylko politykę międzynarodową wszystkich krajów członkowskich jak również polaryzuje społeczeństwa. Już sam podział na kraje, które chcą przyjmować i kraje które nie chcą przyjmować jest znaczącym tego przykładem. Nie piszę w tym miejscu o nastrojach społecznych i podziałach, które pogłębia ten stan rzeczy. Zawsze są zwolennicy i przeciwnicy.

Uważam natomiast, że minął okres przejściowy i czas aby prowizoryczne rozwiązania w sprawie uchodźców/migrantów przekształcały się w przemyślane i trwałe rozwiązania. Wszyscy bowiem, szczególnie politycy, są zobowiązani do zażegnania tego problemu i wdrożenia planu, który usprawni procedury związane z przyjmowaniem na teren UE.  Zdaje sobie sprawę z tego, że budowa nowego systemu wymaga środków finansowych ale z drugiej strony należy dostrzec, że za brak jakichkolwiek rozwiązań będzie jeszcze bardziej pogłębiał kryzys. Chociaż tekst z mojego bloga został w dyskusji na Twitterze użyty jako kontrargument, ubolewam nad poziomem dalszej dyskusji. Gdzieś w głębi siebie żywię nadal nadzieje, że uda się zbudować w społeczeństwie nie tylko odpowiednią narrację poświęconą tej problematyce ale przede wszystkim merytoryczną dyskusję nad zjawiskami, których obecnie doświadczamy. Moje przemyślenia pozostawiam Państwu do dyskusji.

 

© łukasz wolak
Słów kilka o uchodźcach
Tagged on:             

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: