Tajemniczy „as” przedwojennego wywiadu w ZPU.

 

Poczet działaczy Zjednoczenia Polskich Uchodźców – Czesław Brunner

Z pośród członków Zjednoczenia Polskich Uchodźców (ZPU) znaczna część z nich odbywała przed wybuchem II wojny światowej służbę w Wojsku Polskim. Gdy analizujemy te biogramy okazuje się, że służba w wojsku była elementem łączącym zdecydowaną większość. Wynika z nich również, że blisko 80% działaczy odbywało służbę lub kursy wojskowe, było podoficerami lub oficerami. Różnica pojawia dopiero gdy dotyczy ona rozwoju zawodowego wspomnianych. Okazuje się bowiem, że część wybierała karierę wojskową służąc w regularnych jednostkach inni po odbyciu kursów i przeszkoleń wracali do swojej pracy zawodowej w cywilu. Ciekawym przykładem kariery wojskowej przedwojennej i powojennej jest historia ppłk. Czesława Brunnera, żołnierza, obserwatora baloniarza i oficera II Oddziału Sztabu Głównego. W tym miejscu muszę wspomnieć, że pierwsze biograficzne ujęcie losów tego oficera zaproponował prof. Wojciech Skóra, badacz dziejów przedwojennego II Oddziału Sztabu Głównego.

Czesław Brunner
Fot. 1: Czesław Brunner – lata 20 XX wieku (źródło: CAW)

Czesław Brunner urodził się w dniu 16 lipca 1895 r. w Warszawie. Był synem Mikołaja i Elżbiety z domu Vivat (Virat). Rodzice szczególnie zadbali o jego wykształcenie. Posyłali go bowiem w latach do komercyjnej szkoły Jeżowskiego w Warszawie w której zdał maturę i zakończył naukę na etapie średnim. W tym samym roku wstąpił ochotniczo do armii rosyjskiej. Ukończył Wojskową Szkołę Aleksandrowską w Moskwie ze stopniem chorążego. Pod rosyjskim sztandarem został zmobilizowany na front I wojny światowej. W jej trakcie był dowódcą kompanii m.in. na frontach Galicji i Rumunii. Brał aktywny udział w działaniach wojennych. Trudy wojny spowodowały, że nie omijały go również kłopoty ze zdrowiem. W czasie frontowej służby zachorował na tyfus. Udało mu się w  szybkim czasie wyzdrowieć i powrócić na walki. Podczas kilkuletnich działań wojennych był kilkakrotnie ranny. Za swój heroiczny wysiłek na polu walki został odznaczony za odwagę orderem św. Anny IV klasy. Jeszcze w czasie działań wojennych otrzymał swój pierwszy awans na stopień podporucznika a pod koniec wojny został awansowany do stopnia porucznika.

W listopadzie 1918 r. po formowaniu się pierwszych formacji Wojska Polskiego prawdopodobnie na własną prośbę został zdemobilizowany i opuścił armię rosyjską. Z początkiem 1919 roku zdecydował kontynuować służbę wojskową i wstąpił w szeregi Wojska Polskiego z przydziałem do I Lotniczego Baonu Uzupełnień. W pierwszych latach odbywał służbę w garnizonie Warszawskim skąd w dalszych latach został przeniesiony do Poznania. W 1920 r. po przejściu pomyślnie weryfikacji wojskowej podczas której uznało jego stopień porucznika z armii rosyjskiej pozostał w Wojsku Polskim. Ponieważ cechował go nienaganny stosunek do służby przełożeni zdecydowali o jego dalszym awansie. Z początkiem lat 20-tych  otrzymał awans do stopnia kapitana. W tym czasie zdecydował się na podjęcie studiów wyższych. Nie wiadomo dlaczego wybrał taki a nie inny kierunek studiów. Może przełożeni zaproponowali mu awans, który był obwarowany taką decyzją? Nie mniej podjął studia prawniczo – ekonomiczne na Uniwersytecie w Poznaniu. W tym samym czasie odbywał służbę w kilku Baonach Lotniczych prawdopodobnie na terenie garnizonu Poznań. Dosłużył w nim do emerytury i z początkiem 1931 r. odszedł z Wojska Polskiego. Niespełna kilka miesięcy po tej decyzji powrócił do Wojska i został zatrudniony w Oddziale II Sztabu Głównego WP (wywiad i kontrwywiad wojskowy). Po przyjęciu do Oddziału od razu został skierowany na kurs szkolenia wywiadowczego. Jeszcze w 1934 r. przeszedł 6-miesięczne szkolenie w ramach doskonalenia pracy wywiadowczej. Jego docelowym miejscem służby była placówka na Pomorzu. Z chwilą wstąpienia do II Oddziału aż do chwili wybuchu II wojny światowej był pracownikiem Ekspozytury III Oddziału II, którą dowodził mjr Żychoń. W czasie służby w Ekspozyturze zajmował odpowiednio stanowiska kierownicze Posterunków Oficerskich w Chojnicach, Mławie i Białymstoku. Prowadził działalność wywiadowczą na terenie Prus Wschodnich tzw. płytki wywiad. Przede wszystkim terenem jego działaności były miasteczka i wsie na terenie Prus w których werbował do współpracy lokalną ludność i zbierał informacje o nastrojach i ruchach wojsk w strefie przygranicznej.

Po wybuchu wojny znalazł się pod okupacją radziecką. W latach 1939 – 1940 był internowany na Łotwie przez Armię Czerwoną. Gdyby tylko NKWD lub ktokolwiek inny dowiedział się o jego wywiadowczej działalności z pewnością nie przeżyłby wojny. Z pewnością po przesłuchaniu i rozszyfrowaniu jego kontaktów przez Rosjan natychmiast zostałby rozstrzelany. On jednak swoją przedwojenną działalność utrzymywał w tajemnicy. Wydaje się także, że dzięki temu nie znalazł się w orbicie zainteresowań NKWD nawet jako zwykły więzień, dlatego tą historię było mu łatwiej ukrywać. Po aresztowaniu przez Armię Czerwoną z początkiem lat 40-tych nadal pozostawał w radzieckiej niewoli. We wspomnianym okresie Rosjanie umieszczali go w obozach w Kozielsku a później w Mińsku. W międzyczasie, nie wiadomo jak do tego doszło, udało mu się zbiec z więzienia. Nie wiemy gdzie się ukrywał i jak przetrwał ucieczkę. Dzisiaj z tego punktu widzenia wydaje mi się, że musiał być poszukiwany przez NKWD? Ale czy tak było… nie wiem. Może z czasem ktoś odkryje tą tajemnicę?! Niedługo później trafił do obozu pracy w Baranowiczach. Po ataku Niemiec na Związek Radziecki przeniósł się z tego obozu do Fabryki Wyrobów Filcowych w Mińsku. Następnie dzięki doskonałej znajomości języka niemieckiego jako tłumacz znalazł pracę i został przymusowo zatrudniony w niemieckiej organizacji „Todt”. W Mińsku pracował aż do odwrotu Wehrmachtu. W wyniku wycofywania się niemieckiej armii ze wschodu został ewakuowany wraz z komandem pracy do Julianowa do firmy Jeche&Co. Tam pracował tylko przez chwile bowiem front szybko przemieszczał się na Zachód. W wyniku dalszego jego załamania  ewakuował się wraz z zakładem do Bad Godesberg. Tam wykorzystując swoje umiejętności wywiadowcze przedostał się w marcu 1945 r. na teren amerykańskiej jednostki wojskowej zgłaszając się do oficera CIC (Counter Intelligence Corps – amerykański kontrwywiad wojskowy). Okazało się w międzyczasie, że na terenie Bad Godesberg przebywały jego żona i siostra. Ucieszył się bardzo, ponieważ w powojennych realiach było to prawdziwe zrządzenie losu. Całą wojnę nie opuszczało go szczęście. I w okresie powojennym miał go pod dostatkiem. Po kilku przesłuchaniach przez oficerów wywiadu amerykańskiego w marcu 1945 r. nowi sojusznicy powołali go na stanowisko szefa obozu dla DP w Duisdorfie/Bonn. Początkowo była to praca, która bardzo go ucieszyła bowiem nadal znajdował się w strukturach wojskowych tyle, że armii amerykańskiej. Administracyjnie podlegał pod XXII korpus amerykański. Z czasem jego frustracja narastała. Był poirytowany umniejszaniem roli komendantów obozów. Z chwilą przekazania Brytyjczykom administracji nad tym terenem, w jego przekonaniu stanowisko które zajmował uległo pogorszeniu, nadal pozostał na stanowisku komendanta obozu DP ale nie znalazł się  pod wojskowym zarządem a jedynie Brytyjskiej Piątej Brygady Straży Pożarnej. Nie mniej umiał wyjść z takiego impasu obronną ręką. Ponieważ aktualny status mu nie wystarczał zatrudnił się dodatkowo jako tłumacz przy sądach alianckich w brytyjskiej strefie okupacyjnej a także pełnił rolę rządowego obrońcy w Sądzie Wojskowym w Bonn.

W chwili zakończenia wojny zdecydował wraz z żoną, że osiądą w Duisdorfie-Bonn. Już w okresie powojennym otrzymał odznaczenia wojskowe m.in.: srebrny i złoty krzyż zasługi. W międzyczasie po powstaniu Republiki Federalnej Niemiec (RFN) zatrudnił się w biurze Wysokiego Komisarza ds. Uchodźców w Bonn. Po powstaniu Zjednoczenia Polskich Uchodźców (ZPU) wstąpił w jej szeregi. Wszystko na to wskazuje, że porzucił służbę wojskową i działalność wywiadowczą. Ale czy rzeczywiście? Od pierwszych chwil działaności w ZPU pełnił cały szereg różnych odpowiedzialnych funkcji. W latach 50-tych był prezesem Ogniska w Duisburgu/Bonn. Podczas obrad III Rady ZPU został wybrany członkiem Komisji Wniosków i Rezolucji a następnie skarbnikiem Zarządu Głównego. W kolejnych latach był pełniącym obowiązki prezesa zarządu II Okręgu. Od drugiej połowy lat 50-tych do połowy lat 60-tych był prezesem zarządu II Okręgu, któremu odpowiadał teren Nadrenii Północnej-Westaflii. W międzyczasie ponownie został wybrany do władz centralnych na stanowisko drugiego wiceprezesa Zarządu Głównego ZPU a następnie na jedną kadencję sekretarza Zarządu Głównego. Po mimo wielu lat ciężkiej działalności w łonie ZPU w 1964 r. zdecydował się ustąpić, w wyniku nacisków, z funkcji prezesa zarządu II Okręgu niejako desygnując na tą funkcję Dominika Marcola. Ponieważ cieszył się dużym szacunkiem polskiej społeczności na terenie Duisburga został ponownie wybrany w połowie lat 60-tych na stanowisko prezesa Ogniska w Duisburg/Bonn, które pełnił do chwili śmierci.

Czesław Brunner_karta delegata
Fot. 2: Karta uczestnictwa Czesława Brunnera, delegata II Okręgu ZPU na IV zebranie zebranie Rady (źródło: PBPN)

Był niezwykłą postacią obdarzoną wielkim życiowym szczęściem. Gdybyśmy tylko znali dokładnie jego wojenne losy z pewnością mogły by posłużyć na scenariusz szpiegowskiego thrillera. Z początkiem lat 60-tych zainteresował się nim Wydział V Departamentu I MSW PRL (wywiad cywilny). Zainteresowanie to zbiega się w czasie z generalnym zainteresowaniem peerelowskiego wywiadu działaczami ZPU. Zbiega się ono również z nieco późniejszym zainteresowaniem m.in. Dominikiem Marcolem (zwerbowany przez wywiad PRL i kontrwywiad RFN), Kazimierzem Odrobnym i wieloma innymi. Warto zaznaczyć, że od połowy lat 60-tych na tamtym terenie w środowisku ZPU działa już kilku wywiadowców z PRL m.in. Andrzej Madejczyk (nielegał wywiadu PRL o ps. „Madera”), Andrzej Czechowicz (zwerbowany przez wywiad cywilny do rozpracowania RWE). To jedynie kilka nazwisk, które dzisiaj można wskazać. Z pewnością zwerbowanych mogło  być znacznie więcej. Wracając jednak do Czesława Brunnera. Wywiad zainteresował się nim w wyniku rozpracowania bliskiego członka rodziny, do którego przesłał list. To właśnie dzięki kontroli korespondencji funkcjonariusze MSW trafili do niego. W kontrolowanej korespondencji nie było nic szczególnego ale pozwoliło to na przygotowanie sprawy wstępnej. Major Tadeusz Wyzgal starszy oficer operacyjny Wydziału III Dep. I MSW wnosił do swoich przełożonych o założenie sprawy ewidencyjno-operacyjnej. Z początkiem lat 60-tych wywiad zdecydował się założyć sprawę operacyjną krypt. „Komisarz”, którą podjął Wydział V Dep. I MSW. Oficjalnie w postanowieniu nie wyszczególniono powodów zainteresowanie jego osobą. Wpisano jedynie, że Brunner posiadał dotarcie do obiektu, którym wywiad był zainteresowany. W międzyczasie Dep. I MSW otrzymał  od Wojskowej Służby Wewnętrznej (WSW – kontrwywiad wojskowy PRL) informacje ze źródła ps. „H” o związkach Brunnera z kontrwywiadami amerykańskim i niemieckim. Według doniesienia miał również posiadać kontakty prof. Gerhardem von Mende i Walterem Conradim których wywiad PRL identyfikował jako funkcjonariuszy niemieckiego wywiadu (BND). Z raportu w sprawie zgody na werbunek wynika, że wywiad PRL uważał Brunnera za antykomunistę, który nie był zainteresowany działalnością przeciwko PRL. Oficer MSW raportując wskazywał, że „Komisarz” jako agent wywiadu będzie dostarczał informacji o polityce RFN, będzie wykorzystany do działalności operacyjnej, typowania opracowywania i werbowania interesujących ludzi. Szefostwo Dep. I MSW wyraziło zgodę na cały plan. Werbunek zamierzano oprzeć na patriotycznych pobudkach i sprawach materialnych. W całą sprawę według zdecydowano się włączyć członka rodziny Brunnera, zwerbowanego jakiś czas wcześniej o ps. „Rafał” przez Wydział II KWMO we Wrocławiu (kontrwywiad cywilny). To podczas pobytu w RFN miał, po wcześniejszym przeszkoleniu, dokonać werbunku „Komisarza”. W przypadku zgody jego zgody na współpracę „Rafał” miał odebrać od niego informacje, które pozwalały by wywiadowi zorientować się w jego możliwościach a także wskazać kraj neutralny na kolejne spotkania. Gdyby Brunner jednak nie zgodził na nią zaplanowano szantaż. Miał on polegać na przekazaniu informacji przez „Rafała” w czasie spotkania, że podczas pobytu w jego biurze i mieszkaniu sfotografował wszystkie poufne dokumenty ZPU.

Pieczec_msw_prl.png 2 428×1 044 pikseli
Fot. 3: Pieczęć nagłówkowa MSW PRL (źródło: wikipedia)

W dalszej kolejności wywiad i wrocławski kontrwywiad rozpoczęły planowane szkolenie „Rafała” przed wyjazdem do RFN. Z początkiem lat 60-tych „Rafał” wyjechał do RFN. Zgodnie z założonym planem zatrzymał się w domu Brunnera. Podczas pobytu próbował prowadzić z nim rozmowę werbunkową, która trwała kilka dni. W jej trakcie dowiedział się m.in. o inwigilacji Witolda Szwabowicza i biura zarządu głównego ZPU w Velbert przez niemiecki kontrwywiad. Niestety, pomimo założonego planu, podczas kilkudniowego pobytu nie udało mu się zwerbować Brunnera, który obawiał się przede wszystkim dekonspiracji przed niemiecką policją polityczną. Była jednak pewna nadzieja. Podczas ostatniej rozmowy zgodził się na propozycję spotkania na terenie Holandii. Po powrocie „Rafał” złożył obszerny raport ze spotkania w RFN. Wywiad zdawał sobie sprawę z podeszłego wieku „Komisarza” ale również jego ewentualnych możliwości, dlatego gdyby zgodził się na współpracę planowano zabezpieczyć jego powrót do PRL i zagwarantować stabilizację finansową.

W zamian za pracę dla nas, określoną w czasie, że względu na jego podeszły wiek, na 2-3 lata, zagwarantujemy mu w zależności o jego planów życiowych i wyników operacyjnych: 1. Możliwość powrotu do kraju, mieszkanie i znośne warunki egzystencji (renta, praca dla żony, bezpośrednia dotacja) lub 2. Wynagrodzenie w dewizach w wysokości zależnej od wartości informacji lub każdej zwerbowanej osoby, które umożliwi mu urządzenie się we Francji. Dalsza łączność z nim będzie ustalona przez teren Holandii„.

Ostatecznie do spotkania doszło w jednej z restauracji na terenie Hagi (Holandia). Uczestniczyli w nim Cz. Brunner, „Rafał” i „Wiktor” – oficer rezydentury wywiadu z Misji Handlowej w Hadze. W rozmowie z „Wiktorem” Brunner wyraził zgodę na współpracę z wywiadem PRL ale zaznaczył, aby nie spodziewać się po nim znacznych wyników, ponieważ nie posiada możliwości operacyjnych. Decyzję tę spowodował cały splot okoliczności Brunnera m.in. poczucie polskości, nienawiść do Niemców, niepewność własnego położenia w RFN, korzyści materialne pomimo kategorycznej odmowy ich przyjmowania w zamian za zwrot kosztów podróży. Ostatecznie do kolejnego spotkania „Wiktora” z „Komisarzem” nie doszło. Przypuszczano, że powodem takiego stanu był przede wszystkim jego wiek oraz brak możliwości wywiadowczych. Jego rozpracowanie przez wywiad zdecydowano się zakończyć jeszcze w pierwszej połowie lat 60-tych.

Jeszcze z początkiem lat 60-tych ponownie został zatrudniony w Wydziale Prawnym Biura Wysokiego Komisarza ONZ ds. Uchodźców w Niemczech w Bonn na stanowisku referenta ds. prawnych, gdzie zajmował się odszkodowaniami kacetowskimi. Pod koniec swojego życia narzekał na brak środków finansowych i trudy życia w RFN. W jego przypadku ciekawostką jest fakt, że jeszcze w marcu 1963 r. został awansowany do stopnia majora lotnictwa w stanie spoczynku a w trzy lata później otrzymał kolejny awans do stopnia podpułkownika lotnictwa w stanie spoczynku. Obydwa awanse nieco dziwią bowiem miały miejsce w dość krótkich odstępach czasu i jednocześnie blisko dwadzieścia lat po zakończeniu wojny. Mając to na uwadze mógł zatem przez wszystkie powojenne lata angażować się w dalszą działalność wywiadowczą np. dla Rządu w Londynie? W tej chwili wszystko na to wskazuje. Jego kontakty z oficerami wywiadu PRL i ich zerwanie przybliżają nas do tej tezy. Dodatkowo zaangażowanie Dominika Marcola w odsunięcie Brunnera z zarządu Okręgu ZPU dodatkowo podsyca tą historię. A może przez cały ten czas był współpracownikiem niemieckiego wywiadu (BND) lub kontrwywiadu (UOK)? Nie wykluczone również, że jego podeszły wiek uniemożliwiał mu dalszą działalność, dlatego odsuwał się ze wszystkich przestrzeni dawnej działalności. Zmarł nagle w dniu 23 lipca [w sierpnia] 1968 r. w Bonn (niektóre źródła podają miejscowości Lofer/Linz – Austria).

Przy tworzeniu tego wpisu korzystałem z: 

  • materiały z archiwum Centralnego Archiwum Wojskowego
  • materiały z Archiwum Instytutu Polskiego i Muzeum im. gen. W. Sikorskiego w Londynie
  • W. Skóra, Kapitan Czesław Brunner między II Rzeczpospolitą a PRL. Przyczynek do dylematów oficerów wywiadu polskiego w XX wieku, [w:] Wojsko-Polityka-Społeczeństwo. Studia z historii społecznej od antyku do współczesności, pod red. Jacka Jędrysiaka, Daniela Koresia, Grzegorza Straucholda i Krzysztofa Widzińskiego, Wrocław 2013, s. 441-463
  • Ł. Wolak, Działacze Zjednoczenia Polskich Uchodźców w Niemczech w materiałach organów bezpieczeństwa PRL w latach 1945-1970 [w:] Letnia Szkoła Historii Najnowszej 2010. Referaty, pod red. Natalii Jarskiej i Tomasza Kozłowskiego, Warszawa 2011, s.142-152.

© by łukasz wolak

ZapiszZapisz

Tajemniczy „as” przedwojennego wywiadu w ZPU.
Tagged on:                                                                                                                                                     

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: