Warsztaty-Berlin-Historia…

W tym roku, podobnie jak w zeszłym, okres jesienny obfituje w różnego rodzaju inicjatywy w kraju i za granicą. Nie był to łatwy czas ale udało mi się zaplanować udział w kilku przedsięwzięciach. W pierwszej kolejności była  konferencja pt. „Szpiedzy-Dezerterzy-Renegaci. Wykroczenia i przestępstwa żołnierzy i funkcjonariuszy służb mundurowych w latach 1918-1989„, która odbyła się we Wrocławiu (pisałem o tym – tutaj) a następnie kolejne ważne dla mnie wydarzenia o których poniżej.

Fot.1: Budynek CBH PAN w Berlinie, 2017 r. (źródło: zbiory własne)

Kilka dni po powrocie z Wrocławia ponownie pakowałem walizkę, ponieważ w dniach 07-08 listopada br. brałem udział w warsztacie pt. „Polscy migranci w Niemczech 1945-2004. Warsztat metodologiczny. Strategie i problemy badawcze”, którego organizatorem było Centrum Badań Historycznych Polskiej Akademii Nauk w Berlinie. Wyprawa do Berlina, z mojego punktu widzenia, zapowiadała się obiecująco, ponieważ dotąd nie miałem okazji przebywać w tym mieście. Ponadto organizatorom udało się zaprosić do wspomnianego przedsięwzięcia przedstawicieli różnych dyscyplin nauki w tym historii, etnologii i socjologii, którzy badają zjawisko migracji Polaków do Niemiec po 1945 r. (kilka słów o warsztatach poniżej). Warsztaty nie były jednak jedynym przedsięwzięciem w którym uczestniczyłem na terenie Berlina. Starałem się ułożyć program pobytu tak aby w możliwie największym stopniu zrealizować założony plan.  Co ważne scenariusz pobytu przewidywał również zwiedzanie miasta w tym najbardziej charakterystyczne miejsca.

Historia

Pobyt w Berlinie rozpocząłem od spotkania w Ambasadzie Rzeczpospolitej Polskiej. Na terenie placówki miałem przyjemność wspólnie z p. Kazimierzem Michalczykiem zaprezentować pp. Marcinowi Jakubowskiemu, I radcy i konsulowi generalnemu oraz Markowi Sorgowickiemu, wicekonsulowi i II sekretarzowi, naszą inicjatywę pt. „Z daleka i bliska. Towarzystwo Solidarność i „Pogląd” we wspomnieniach z lat 1982-1989” (pisałem o tym na blogu – tutaj). Okazało się przy tej okazji, że nasz projekt spotkał się z dużym zainteresowaniem personelu dyplomatycznego. W tym miejscu liczę, że z czasem to zainteresowanie będzie procentowało, ponieważ podjęta przez nas inicjatywa warta jest uwagi i opowieści.

Po pozytywnie zakończonym spotkaniu dysponowałem całym popołudniem aby zobaczyć Berlin. Moim przewodnikiem po mieście był wspomniany już p. K. Michalczyk, który niemal z gotowym scenariuszem zaproponował odwiedzenie cmentarza wojennego, gdzie pochowali są polscy lotnicy z 300 Dywizjonu Bombowego Ziemi Mazowieckiej. Nie dałem się długo namawiać. Na cmentarzu odnalazłem nagrobki lotników: kpr. A. Smoczkiewicza, kpr. M. Smoczkowskiego, ppor. F. Matuszewskiego oraz kpr. J. Skoniecznego. Była to również okazja, korzystając z niedawno obchodzonego święta Wszystkich Świętych, do zapalenia symbolicznego znicza na znak pamięci o heroizmie żołnierzy PSZ. Zwiedzając cmentarz przypadkiem odnalazłem przy pomniku pilota E.C. Wood’a współczesną ramkę w  której znajdowała się fotografia pochowanego żołnierza. Muszę przyznać, że byłem tym znaleziskiem nie tyle zaskoczony ale przede wszystkim wzruszony. Z miejsca pomyślałem, że to piękny gest i jednocześnie wyraz przywiązania. Pamięć o zmarłych trwa w nas dopóki chcemy o nich pamiętać. Po tanatowalking’u przyszedł czas na kolejny punktu wyprawy.

Powojenna historia Berlina ściśle wiąże się z okresem zimnej wojny, dlatego zdecydowałem się wspólnie z p. Kazimierzem zobaczyć słynny berliński obiekt – most Glienicke nad rzeką Hawelą – tzw. most szpiegów. Jako ciekawostkę warto dodać, że ekranizacja pierwszej oficjalnej wymiany szpiegów powstała w 2015 r. w reżyserii Stevena Spielberga pt. Most Szpiegów (kolejną ciekawostką tej produkcji jest, że kilka ujęć do filmu powstało na ulicach Wrocławia). Bardzo mnie ucieszyła myśl, że most był jednym z elementów towarzyszącym zwiedzaniu, ponieważ dotąd nie miałem okazji oglądać go na żywo. Po przybyciu na miejsce wiele kadrów związanych z tym obiektem, które nie raz oglądałem w archiwach, przeszło mi przez głowę. Przed oczami pojawiły się wspomnienia tych, którzy opisywali moment wymiany na moście… To uczucie w miejscu gdzie historia zderza się ze współczesnością jest nie do opisania. Możliwość obcowania z nią daje jednocześnie satysfakcję i radość. Ten most przez lata był początkiem i końcem zimnowojennego szpiegostwa.

Ponadto nie wyobrażałem sobie aby pobyt w Berlinie mógł zakończyć się bez odwiedzenia tak charakterystycznego obiektu przez który przeszli m.in.: Francis Gary Powers, płk. William Fisher vel Rudolf Abel, Marian ZacharskiJerzy Kaczmarek i wielu innych. Przepełniony wrażeniami pierwszego dnia, długo rozmyślałem o Glienicke, udałem się do hotelu w którym ku mojemu zdziwieniu odnalazłem symbol przypominający o obecności Polaków w Niemczech w XIX wieku tzw. Hambacher Fest. Nie mogłem wyobrazić sobie lepszego akcentu przed kolejnym dniem pełnym naukowych wrażeń.

Fot.8: Hambacher Fest na ścianie w hotelowej restauracji, 2017 r. (źródło: ze zbiorów własnych)

 

Warsztaty

We wtorek rano udałem się do siedziby CBH PAN przy Majakowskiring, gdzie odbywały się warsztaty. Organizatorzy zamierzali podjąć ważne z punktu widzenia nauki podkreślają, że: „Dotychczasowe badania wskazują na wyjątkową heterogeniczność polskiej emigracji w Niemczech, jej rozproszenie terytorialne oraz słabość organizacyjną. Cechą charakterystyczną jest także przez długi czas omijanie Niemiec przez polskich intelektualistów, czy pisarzy wybierających życie na emigracji (pewien wyjątek stanowi tu środowisko Radia Wolna Europa czy część emigracji 1968 r.). Traktując powyższe uwagi jako punkt wyjścia chcielibyśmy w trakcie warsztatu zastanowić się nad metodologią badań polskiej emigracji w Niemczech, ze szczególnym uwzględnieniem konkretnych wynikających z praktyki problemów badawczych. Do udziału zapraszamy historyków, socjologów, antropologów, jak i przedstawicieli nauk pokrewnych„. W warsztatach udział wzięli m.in.: Peter O. Loew, Witold Nowak, Michał Nowosielski, Agnieszka Szczepaniak-Kroll, Beata Halicka, Ewa Cichocka, Filip Pazderski oraz Karina Garsztecka. Warsztaty były podzielone na cztery sesje podczas których uczestnicy prezentowali wyniki własnych badań, które uwzględniały elementy warsztatu charakterystyczne dla danej dziedziny nauki, związane z szeroko rozumianym środowiskiem Polaków w Niemczech po 1945 r. Podczas jednej z pierwszych sesji miałem przyjemność zaprezentować swoje wystąpienie pt. „Dzieje Zjednoczenia Polskich Uchodźców jako przyczynek do badań nad środowiskiem polskich uchodźców w RFN”. Muszę podkreślić, że pozostałe wystąpienia były niezwykle interesujące przede wszystkim dzięki innemu niż historyczne spojrzenie na podjęty problem oraz różnorodność wykorzystywanych do badań narzędzi.

Fot.9: Podczas warsztatów w CBH PAN, 2017 r. (źródło: ze zbiorów własnych)

Po każdej sesji organizatorzy przewidzieli dyskusję. W szerszej perspektywie dyskutowaliśmy m.in. o heterogoniczności polskiej społeczności w Niemczech jako problemie badawczym, wywiadach jako metodzie badania migrantów, akulturacji, integracji, asymilacji, transnarodowości, diasporze jako propozycji teoretycznego określenia tej grupy w badaniach nad migracjami, o znaczeniu terminologii w badaniach nad migrantami, kulturze i sztuce w procesach migracyjnych, migrantach jako pośrednikach transferu kulturowego. Dyskusja pomiędzy uczestnikami nie tylko przyniosła ożywioną wymianę poglądów ale przede wszystkim skłaniała do pogłębionej refleksji nad podjętymi problemami.

Podsumowując tą inicjatywę muszę dodać, że była ona dla mnie bardzo cenną lekcją. Interdyscyplinarność podejmowanego problemu zwróciła moją uwagę na pomijane lub nie dostrzegane przeze mnie aspekty. Z całą pewnością mogę napisać, że z Berlina wyjechałem z szerszą perspektywą badawczą nie zawężoną jedynie do pola własnych zainteresowań. Pozostaje mieć nadzieję, że podobna inicjatywa będzie miała swoją kontynuację w niedalekiej przyszłości.

Berlin

Wraz z końcem warsztatów zakończyła się moja przygoda z CBH PAN ale nie był to koniec pobytu w Berlinie. Miałem rzadką możliwość pozostać w tym mieście przez kolejne dni aby lepiej poznać specyfikę tego ośrodka. Naturalnie korzystając z uprzejmości p. K. Michalczyka, który był moim osobistym przewodnikiem, w kolejnym dniach zacząłem realizować dalszy scenariusz pobytu. Pokonywanie przestrzeni miasta rozpocząłem od Siegessäule a więc Kolumny Zwycięstwa, która została wzniesiona w drugiej połowie XIX wieku po zwycięstwie w wojnie prusko-duńskiej w 1864 r. Ten monument pełni dzisiaj rolę doskonałego punktu widokowego (taras znajduje się na wysokości 50 m) w okolicach Bramy Brandenburskiej. Niestety, co stwierdzam ze smutkiem, pogoda w tym dniu nie dopisała a widoczność była bardzo ograniczona. Nie zrażony aurą udałem się dalej w okolicę Bramy Brandenburskiej zatrzymując się na chwilę przy radzieckim pomniku wojennym. Następnym punktem była Brama Brandenburska i Pomnik Pomordowanych Żydów Europy. Muszę przyznać, że duże wrażenie zrobił na mnie ten ostatni monument. Doświadczając tego miejsca uzmysłowiłem sobie – życie jest labiryntem w którym cały czas poszukujemy właściwej drogi i tylko od nas zależy jaką wybierzemy. Nie mogłem przy tej okazji nie zwrócić uwagi na pewne obchodzenie się z tym miejsce. Mimo informacji o tym jak powinni zachować się zwiedzający dostrzegłem pełną dowolność zachowań. Poruszyło to we mnie przemyślenia nad bezrefleksyjnością zwiedzania miejsc upamiętnień, które odwiedzane są przez miliony turystów. Ilu ze zwiedzających zastanawia się nad tym co widzi? Jak widzi? Dlaczego odwiedza ten a nie inny obiekt i co symbolizuje? Być może dla wielu osób nie ma to znaczenia ale to dyskusja na inny wpis.

Kolejnym punktem wycieczki był Bundestag i miejsce związane z upamiętnieniem tych, którzy przed laty zdecydowali się przedostać nielegalnie ze wschodniej części na teren Berlina Zachodniego. W pamięci zapadła mi wijąca się ulicami granitowa linia ułożona w miejscach gdzie przed laty stała granica dwóch światów – wschodniego i zachodniego. Codziennie, świadomie lub nieświadomie, przekraczałem tą niewidzialną granicę zastanawiając się od czasu do czasu na tragicznym losem ludzi, którzy mieszkali w tym mieście. Nadal tli mi się w głowie pytanie czy po upadku muru upadły również podziały mentalne i społeczne? Z czasem zdałem sobie sprawę, że mój pobyt w Berlinie to coś więcej niż wyprawa w przeszłość… Przechodząc pod Bundestag nie mogłem odpuścić sobie pomnika – symbolu. To bodajże najbardziej polski ze wszystkich punkt przy Bundestagu o którym mało kto wie. Przed laty na swoim blogu kilka słów o nim skreślił prof. Krzysztof Ruchniewicz (tutaj). Przyznaje, że zainspirowało mnie to do zobaczenia tego miejsca. Nie zastanawiając się długo zdecydowałem się i jemu poświęcić kilka fotografii.

Wieczór tego samego dnia zapowiadał się równie interesująco. Otóż udało mi się spotkać i porozmawiać z p. Leszkiem Kaletą, zastępcą Edwarda Klimczaka w wydawnictwie „Pogląd”. Omawialiśmy wiele historii związanych z działalnością „Poglądu”. Przy tej okazji zdałem sobie również sprawę, że historia tej części działalności opozycyjnej polskich uchodźców w Berlinie Zachodnim nadal pozostaje żywa, często nie łatwa do odtworzenia i bolesna.

Kolejny dzień pobytu w Berlinie nie był pozbawiony mniejszej liczby wrażeń. Z samego rana przy niesprzyjającej aurze udało mi się dotrzeć do Muzeum Muru Berlińskiego, które powstało dzięki zaangażowaniu dr. Rainera Hildebrandta. Obecnie Muzeum kieruje córka inicjatora Alexandra Hildebrandt. Tym razem ten obiekt nie znalazł się przypadkiem na mojej trasie zwiedzania. Zdecydowałem się odwiedzić to miejsce, ponieważ jedna z ekspozycji była poświęcona wydawnictwu „Pogląd”. W średniej wielkości gablocie przed laty właściciele muzeum umieścili przekazaną przez Edwarda Klimczaka maszynę do zamykania konserw. W puszki z nalepką „kiełbaski” wkładano literaturę zakazaną w PRL, którą dalej przemycano do kraju. Dodatkowym atutem ekspozycji, przekazane przez p. Kazimierza Michalczyka, były rzadkie nawet dzisiaj miniaturki „Poglądu” i „Kultury”, które umieszczano w puszkach. Do dzisiaj działalność wspierająca Polaków w kraju robi na mnie ogromne wrażenie. Warto zwracać na nią uwagę. Cała ekspozycja zaprezentowana w Muzeum okazała się  bardzo interesująca. Niestety poza „Poglądem” nie odnalazłem w Muzeum zbyt wielu polskich śladów.

Fot.17: Maszyna do zamykania konserw za pomocą której napełniano puszki miniaturkami „Kultury” i „Poglądu”, które później przemycano do PRL, Muzeum Muru Berlińskiego, 2017 r. (źródło: ze zbiorów własnych)

Z Muzeum udałem się w kolejne niezwykle ciekawe miejsce po drodze przechodząc przez słynny, w zmienionej formie, Checkpoint Charlie. Współcześnie to miejsce nie przypomina tego znanego z przeszłości. Natomiast dla turystów pełni niezmiennie rolę atrakcji turystycznej. Po kilkuset metrach dostrzegam kolejne ważne miejsce na mapie Berlina, które warto odwiedzić – Topografia Terroru. Samo usytuowanie tego projektu w przestrzeni Berlina nie było przypadkowe, ponieważ w czasie II wojny światowej na tamtym terenie znajdowała się siedziba Gestapo i SS. O istnieniu przed laty niemieckiego tajnego aparatu bezpieczeństwa gdzie projektowano „zło” przypominają w części zachowane po bombardowaniach cele więzienne zlokalizowane na poziomie (-1). „Odwiedzający projekt mają możliwość zaznajomienia się z historią tej części dzielnicy, gdzie skupiły się najważniejsze i najbardziej zbrodnicze instytucje narodowego socjalizmu. Następnie, idąc zgodnie z kierunkiem rozwoju wydarzeń pokazanych na planszach, zwiedzający dowiadują się, jak kształtował się aparat terroru w III RzeszyOprócz struktury poszczególnych instytucji związanych z aparatem opresji zwiedzający w rzetelny sposób otrzymują informacje na temat prześladowań Żydów i Cyganów w Niemczech hitlerowskich. Są one umieszczone na planszach, w krótkich, acz wyczerpujących słowach pokazują skalę szaleńczej nienawiści ideologii nazistowskiej, której reprezentantami byli funkcjonariusze Gestapo, SS, SD rezydujący na terenie Prinz Albrecht Gelände – czytamy w Histamg.org.

Ostatni dzień pobytu spożytkowałem na zapoznanie się z ekspozycją Niemieckiego Muzeum Historii przy Unter den Linden. Muszę przyznać, że ze wszystkich miejsc, które do tej pory odwiedziłem, to Muzeum pochłonęło bez reszty moja uwagę i największą ilość czasu. Zwiedzając ekspozycję poszukiwałem przede wszystkim śladów związanych z Polakami a w szczególności z dipisami po 1945 r. W tym miejscu, nie przedłużając i tak długiego tekstu,  pozwolę sobie na przeniesienie moich refleksji o tej części ekspozycji do kolejnego wpisu na blogu, który ukaże się niebawem.

Pobyt w Berlinie zakończył się nadzwyczaj szybko. Jak bywa w podobnych przypadkach po „berlińskiej peregrynacji” pozostał jedynie spory niedosyt i liczne wspomnienia. Liczę na to, że jeszcze nie raz będę mógł wrócić do tego miasta. Z całą pewnością podziękowania należą się p. Kazimierzowi Michalczykowi, który dzielnie przez kilka dni wypełniał rolę mojego przewodnika po zakamarkach miasta.

Przy tworzeniu tego wpisu korzystałem:

  • ze zbiorów własnych
  • z artykułu pt. Hambacher Fest / Demonstracja na zamku Hambach, Porta-Polonica.de (tutaj)
  • ze strony Commonwealth War Graves Commission (tutaj)
  • ze strony CBH PAN (tutaj)
  • ze strony Stiftung Denkmal für die ermordeten Juden Europas (tutaj)
  • z artykułu pt. Topografia terroru w Berlinie, Histmag.org (tutaj)
  • ze strony Muzeum Muru Berlińskiego (tutaj)

© łukasz wolak

Warsztaty-Berlin-Historia…
Tagged on:                                                                                                                                                                                                                     

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: