Kompanie pomocnicze przy Armii Brytyjskiej

8 Korpus 21 Grupy Armii Brytyjskiej
Fot. 1: 8 Korpus 21 Grupy Armii Brytyjskiej na terenie BAOR 1945-1949 (zbiory własne)

Pewną inspiracja do skreślenia tego wpisu była dyskusja podczas jednego z ostatnich paneli konferencji  poświęconej Polskim Siłom Zbrojnym na Zachodzie. Zdecydowałem się korzystając z okazji przybliżyć historię powstania brytyjskich formacji pomocniczych przy Brytyjskiej Armii Renu (BAOR) w brytyjskiej strefie okupacyjnej a które po powstaniu RFN stały się oddziałami pomocniczymi brytyjskiej Armii. Otóż na potrzeby tego wpisu a także historiografii przyjąłem nazwę tych formacji „granatowa służba” lub mieszane oddziały wartownicze aby nie powodować większego zamieszania. Mój zabieg jest celowy, ponieważ wiem że nazwa oddziały wartownicze będzie częściej kojarzona z historią tych formacji skupionych wokół Armii Amerykańskiej na południu Niemiec i Brygadą Świętokrzyską (kilka lat temu powstało ciekawe opracowanie wydane przez Instytut Pamięci Narodowej poświęcone Kompaniom Wartowniczym przy Armii Amerykańskiej w latach 1945-1989). Niemniej formacje pomocnicze o których poniżej od początku do końca były tworzone przez Brytyjczyków i podlegały bezpośrednio brytyjskiemu dowództwu.

Z pewnością ten długi epizod związany z funkcjonowaniem „granatowej służby” jest znany wielu specjalistom . Niemniej problemy pojawiają się dopiero gdy chcemy rekonstruować ich historię po latach 50-tych. Tak, tak nie mylę się. Formacje te przetrwały wiele długich lat w różnej postaci i przy okazji obecności brytyjskiego wojska na terenie RFN aż do czasów współczesnych.

Za początek formowania się „granatowej służby” możemy uznać pierwsze powojenne lata gdy na terenie okupacji brytyjskiej znajdowało się kilkadziesiąt tysięcy byłych jeńców wojennych: w tym walczących podczas Kampanii Wrześniowej 1939 r., z okresu konspiracji w okupowanej Polsce oraz żołnierze Armii Krajowej z Powstania Warszawskiego. Szybko powstał problem co zrobić z tak ogromną liczbą byłych żołnierzy. Władze brytyjskie umieszczały ich po zakończeniu działań wojennych w obozach dla byłych jeńców wojennych w Wentorf, Lubece, Hamburgu oraz Fallingbostel. Wydaje się dzisiaj, że wszelkie działania zainicjował płk. Karol Ziemski wraz mjr. Bolesławem Zawalicz-Mowińskim (pisałem już o nim wielokrotnie na blogu). Działania te zbiegły się w czasie z decyzją Londynu o utworzeniu na kontynencie europejskim Samopomocy Wojska. W tym okresie Naczelne Dowództwo mianowało w grudniu 1945 r. płk. Karola Ziemskiego na szefa Polskiego Okręgu Wojskowego (POW) przy 8 korpusie brytyjskim Brytyjskiej Armii Renu (BAOR) oraz na szefa Starszego Oficera dla spraw byłych jeńców wojennych na terenie BAOR, którego zasięg w pierwszym okresie ograniczał się do terenów na których stacjonowała 1 Dywizja Pancerna. Płk. Ziemski dysponując możliwościami obsadzenia kilku stanowisk w sztabie sięgnął po sprawdzonego z okresu Powstania oficera –  właśnie Mowińskiego i zatrudnił go na stanowisku pierwszego oficera sztabu POW w Lubece.

płk. Karol Ziemski
Fot. 2: Płk/Gen. bryg. Karol Ziemski (1895-1974) (źródło: IPMS)

Do powołania Oddziału SPK Samopomoc Wojska na terenie brytyjskiej strefy okupacyjnej  doszło w grudniu 1945 r. podczas posiedzenia dowódców Polskich Okręgów Wojskowych przy BAOR w Hanowerze, które zwołał płk. K. Banach, szef Polskiej Misji Łącznikowej. Podczas tej odprawy płk. Banach powierzył płk. K. Ziemskiemu zorganizowanie stowarzyszenia. Pierwsze zebranie Oddziału w Niemczech odbyło się w listopadzie 1946 r. na którym wybrano nowe władze. Przewodniczącym Rady Oddziału został płk. Karol Ziemski a prezesem zarządu Oddziału mjr Antoni Opel-Nowak (wł. mjr Antoni Nowak-Przygodzki), natomiast mjr Mowińskiemu powierzono funkcję sekretarza-skarbnika. Specjalnym zadaniem, które Ziemski wyznaczył Mowińskiemu, było zorganizowanie na terenie Szlezwiku-Holsztyn kolejnych kół samopomocowych dla byłych jeńców wojennych. Ziemskiemu chodziło przede wszystkim o to aby okupacyjne władze brytyjskie uznały społeczny i zawodowy charakter organizacji, która miała być reprezentacją PWX na tamtym terenie. Warto podkreślić, że z chwilą zwołania pierwszego zjazdu Oddziału Samopomocy na jego terenie znajdowało się już blisko 100 kół, które zrzeszały ponad 23 tys. członków/byłych żołnierzy. Międzyczasie toczyły się rozmowy w Wydziale dla spraw byłych jeńców wojennych i wysiedleńców Głównej Kwatery BAOR podczas których płk. Ziemski namawiał Brytyjczyków aby ogromną rzeszę byłych jeńców na terenie tej strefy zatrudniła Główna Kwatera Dywizji Gwardii. We wszystkich rozmowach uczestniczył płk. Ziemski oraz Zawalicz-Mowiński. Rezultatem jego spotkania z Dowództwem 2. Dywizji Gwardii Królewskiej w Plön było powołanie gwardii cywilnej (ang. PWX Cadre Guards) – Polskich Oddziałów Wartowniczych.

„Authority has been given HQ PWDP Div. CCG (BE), for Polish PWX to be trained and employed  by HQ  Gds. Div., as armed quards for Military VPs. These PWX will be know as „Cadre Guards”. 

Odznaki MSO
Fot. 3: Odznaki MSO/CMWS (źródło: G. Rosignioli, Men in Blue)

Na tym spotkaniu szefostwo Wydziału dla spraw byłych jeńców wojennych i wysiedleńców Kwatery Głównej przy Komisji Kontrolnej dla Niemiec wyraziło po raz pierwszy zgodę na utworzenie polskich formacji wartowniczych dla brytyjskiej armii a także wydało rozkaz o przeszkoleniu i zatrudnieniu tej grupy byłych żołnierzy przez Główną Kwaterę Dywizji Gwardii jako uzbrojonych wartowników przy ważnych obiektach wojskowych. Powstanie „granatowej służby” stało się faktem. Uzgodniono, że kompanią miał dowodzić oficer w stopniu majora przy pomocy dwóch kapitanów i czterech młodszych oficerów. Dodatkowo do kompani miało wejść 32 podoficerów i 161 szeregowych w tym kilu mówiących po angielsku. Warto podkreślić, że pierwszeństwo przyjęcia do tych stryktur przysługiwało żołnierzom odmawiającym repatriacji a więc byli to ci, którzy decydowali się pozostać na terenie okupowanych Niemiec. Można więc dostrzec, że zabiegi płk. Ziemskiego angażujące tę grupę żołnierzy pozostających bez pracy odniosły ogromny sukces. Oddziały otrzymały granatowe battledress’y stąd wzięło się określenie „granatowej służby„. Odznaki i dystynkcje pozostawiono do decyzji płk. Ziemskiego. Każdy z zatrudnionych oficerów miał otrzymać 5 RM żołdu za każdy dzień służby a 3,25 RM każdy szeregowy. Łatwo więc policzyć, że wynagrodzenia kształtowały się pomiędzy 150 a 97,50 RM miesięcznie. Wszystkim wartownikom zagwarantowano wyżywienie i dodatki do służby według tabel Armii Brytyjskiej.

Czas naglił bowiem Brytyjczycy przymierzali się do szybkiej demobilizacji i co za tym idzie niechętnie chcieli przyjmować byłych jeńców do PKPR. Właściwie zabiegi płk. Ziemskiego mające zagwarantować tej grupie żołnierzy warunki demobilizacyjne spełzły na niczym. Wraz z demobilizacją byli jeńcy wojenni mieli otrzymać status DP bez żadnych przywilejów i z tego też powodu mieli podlegać opiece UNRRA’y a później IRO. Dlatego dla płk. Ziemskiego najważniejszym zadaniem w tamtym okresie było zapewnienie byłym jeńcom wojennym normalnych warunków zatrudnienia przy brytyjskich jednostkach wojskowych. Cała sprawa obiła się nawet w pierwszym kwartale 1947 r. Izbę Lordów brytyjskiego parlamentu w którym Lord Pakenham wstawiał się w obronie polskich żołnierzy mówiąc:

… Dlatego nie może być żadnej wątpliwości, że ci wyjątkowo waleczni nas sprzymierzeńcy, którzy byli pierwszymi Aliantami Wielkiej Brytanii w tej wojnie i którzy nigdy nie przestali walczyć aż do końca, są dokładnie w tym samym położeniu co inne oddziały alianckie, wzięte do niewoli przez Niemców w czasie wojny„.

Na kanwie powyższych zabiegów Brytyjczycy wyrazili również zgodę na działalność Stowarzyszenia Polskich Kombatantów w Brytyjskiej strefie okupacyjnej Niemiec. Zakończyło to tym samym działalność Samopomocy Wojska i dało początek oficjalnej działalności SPK na terenie Niemiec. W kolejnych latach Oddział SPK odegrał ogromną rolę przy tworzeniu „granatowej służby„.

DSC05333
Fot. 4: Odcisk pieczęci Koła Samopomocy Wojska w Wentorf ok. 1946 r. (zbiory własne)

Warto w tym miejscu podkreślić, że zabiegi o powstanie tych oddziałów były wielkim wysiłkiem, którego „ojcami” byli wszyscy oficerowie pracujący w sztabie Starszego Polskiego Oficera z płk. Karolem Ziemskim na czele. Można więc śmiało uznać, że podobnie jak płk. Franciszek Sobolta był uważany za spiritus movens Oddziałów Wartowniczych przy Armii Amerykańskiej na południu Niemiec tak płk. Karol Ziemski uczynił to samo na terenie brytyjskiej okupacji.

Zadaniem, które wyznaczono Zawalicz-Mowińskiemu, było przede wszystkim stworzenie pierwszych wzorcowych polskich oddziałów, które miały przyśpieszyć rozbudowę tych formacji. W międzyczasie po wyrażeniu zgody przez Brytyjczyków Samopomoc przekształciła się w gotowe struktury SPK w strefie brytyjskiej. Z czasem udało się płk. Ziemskiemu przekonać dowództwo brytyjskie do inicjatywy utworzenia pierwszych oddziałów „granatowej służby”. W 1947 r. przystąpiono do tworzenia Civil Mixed Watchmen’s Service (CMWS) oraz Civil Mixed Labour Organization (CMLO), które były częścią struktur Mixed Service Organisation (MSO). Z chwila ich powstania płk. Ziemski wyznaczył Zawalicz-Mowińskiego, już wówczas szefa Sztabu Polskiego Starszego Oficera, do komisji rekrutacyjnej kandydatów do służby w Rhedzie, Wentorf i Fallingbostel. Mjr Zawalicz-Mowińskii z całą swoją siłą zaangażował się w tworzenie pierwszych oddziałów. Właściwie przez cały ten czas pełnił służbę w terenie. Przeprowadzał ankiety sondażowe w obozach, których celem było zebranie jak największej liczby chętnych do pracy w nowo powstających oddziałach. Ankietyzacja dotyczyła przede wszystkich tych wszystkich, którzy jak już wspomniałem wyżej decydowali się pozostać na terenie Niemiec. Miała ona jeszcze jedno uzasadnienie. Ponieważ to Brytyjczycy zgłaszali zapotrzebowanie na polskich żołnierzy służyła również wstępnemu rozeznaniu którzy z żołnierzy byliby chętni podjąć służbę.

Z czasem Wojskowe Władze Brytyjskie uznały, że żadna kombatancka organizacja nie może pośredniczyć pomiędzy wartownikami a Brytyjskim Wojskiem. Dlatego w tym czasie zrodził się pomysł stworzenia Polskich Komitetów Doradczych. Ponieważ do tej pory te sprawy koordynowało SPK jego przedstawiciele otrzymali w Centralnym Komitecie Doradczym przy Kwaterze Głównej CCG w Lemgo całe kierownictwo Wydziału Opieki CMWS/CMLO. Tak się złożyło, że Brytyjczycy zdecydowali się je oddać w ręce mjr Zawalicz-Mowińskiego.  O ile płk. Ziemski był ojcem-założycielem „granatowej służby” o tyle z całą pewnością o relacje pomiędzy brytyjskim dowództwem a CMWS/CMLO dbał mjr Zawalicz-Mowiński. Przez pierwsze lata działalności tych struktur udało mu się wypracować z brytyjskim dowództwem wiele ustępstw dla byłych jeńcow wojennych i pracowników tych oddziałów.

Jednym z najważniejszych osiągnięć Zawalicza-Mowińskiego w tamtym okresie było zachowanie statusu DP dla wszystkich członków oddziałów CMWS/CMLO, utrzymanie uprawnień dla rodzin członków tych oddziałów do emigracji z Niemiec, utrzymanie konieczności zamieszkania rodzin w pobliżu miejsca stacjonowania oddziałów, zapewnienia powrotu do CMWS/CMLO w przypadku negatywnego rozpatrzenia wniosku emigracyjnego, oraz utrzymanie spraw związanych z ubezpieczeniem i warunkami służby. Wydział kierowany przez mjr. Mowińskiego dbał również o tych, których oddziały zostały z czasem rozwiązane. Z chwilą likwidacji Polskich Komitetów Doradczych i przejęcia opieki nad wysiedleńcami przez RFN opiekę nad oddziałami CMWS/CMLO przejęło SPK w Niemczech.

CMWS_1
Fot. 5: Pada wartowników CMWS/CMLO ok. 1947 r. (źródło: Trzy lata granatowej służby)

Pierwsze dwie kompanie „granatowej służby” powstały w ośrodku szkolenia dywizji brytyjskiej w Putlos. Szkolniem dowodził wówczas mjr Lucjan Rylski, który był jednocześnie dowódcą jednej z kompanii. Drugą dowodził mjr Miłosz Krzywkowski. Obydwie w całości składały się z byłych jeńców wojennych.

Tak pisał o pierwszych oddziałach wartowniczych wychodzący wówczas w obozie PWX w Wentorf tygodnik „Wczoraj i dziś”. Dziś może ostatnie słowa reportażu nie są dla wszystkich zrozumiałe. „Marazm się skończył”. Dziś, gdy prawie wszyscy silni i zdrowi mężczyźni z obozów PWX i DP przeszli przez kompanie wartownicze i pracy, dziś, gdy tylko od nas zależy, by znaleźć dla siebie miejsce na świecie. Dziś, gdy jutro dla każdego może być pewne, a jedynie pojutrze budzi wątpliwości. Ale wtedy …. Przypomnijmy sobie włóczące się po obozach mary ludzi, którzy nie tak dawno przecież jeszcze stanowili karne oddziały wojskowe. Z jednej strony stał przed nimi powrót do Kraju, gdzie rządził terror obcej okupacji, z drugiej… nikt nas wtedy nie chciał. Byliśmy zbłąkanymi w świecie owcami, dla których nawet przytuliska nie stało. Gdy padła myśl stworzenia kompanii wartowniczych, najenergiczniejsi i najlepsi chwycili się jej, jako myśli o przetrwaniu. A ci, którzy nie potrafili zrzucić z siebie resztek PWX-owskiej skóry w krótkim czasie wracali do obozów, zastępowani przez nowy narybek. Pierwsza polska kompania wartownicza pod dowództwem mjr Rylskiego wyjechała w pierwszej połowie października 1946 r. na przeszkolenie do Putlos koło Kilonii„.

Po przeszkoleniu pierwsza z kompanii trafiła do Neumünster a jej plutony wyznaczono do pilnowania pojazdów mechanicznych wzdłuż autostrady Hamburg-Bremen. Po wyjściu z koszar drugiej kompanii ich skład uległ drobnemu przetasowaniu. Część bowiem otrzymała zadania na terenie Szlezwiku – Holsztyn. W ten sposób Brytyjczycy podzielili oddziały na dwie części po obu stronach Łaby. Ciekawostką w tych formacjach było, że każdy z wartowników miał prawo odbywania kursów czeladniczych w niemieckich firmach przemysłowych. Zdecydowanie przyczyniło się to z czasem do zdobycia nowych zawodów, które umożliwiały po zakończeniu służby albo rozwiązaniu jednostki płynne przejście do niemieckiej sfery gospodarki.

Po wyjściu z Putlos mjr Krzywkowski przeniósł dowództwo kompanii do Cuxhaven a poszczególne plutony umieścił w Sittensen, Sotrum i Cuxhaven. Te grupy przede wszystkim zajmowały się obsługą portu, sprzętem samochodowym i obsługą lotniska. Następnie z czasem dowództwo przeniósł do Lüneburga a później do Münsterlager. W końcu 1948 r. grupa z Cuxhaven otrzymała przeniesienie i rozmieszczono ją na terenie Hollenstedt, Rottenburg i Münsterlager. Z czasem w dalszą emigrację udał się mjr Krzywkowski jego funkcję przejęli Superintendenci Byliński i Dworzecki-Bogdanowicz. Dopiero z początkiem 1950 r. dowództwo grupy w Lüneburgu przejął płk. Franciszek Węgrzyn w charakterze Chief Superintendent.

CMWS_3
Fot. 6: Tzw. „beczki śmiechu” ok. 1947/1948 (źródło: Trzy lata w granatowej służbie)

Wartownicy oprócz szkoleń, służby wartowniczej, kursów czeladniczych, odbywali szkolenie samochodowe. Ujmując to prościej zadecydowano, że każdy musi odbyć kurs na prawo jazdy ale jednocześnie uważano, że nie każdy będzie się nadawał do prowadzenia samochodów. Szkolenie odbywało się na ciężarowych Bedfordach, Austinach i Jeepach. Warunki mieszkaniowe podczas służby były bardzo zróżnicowane. W większość żołnierze mieszkali w tzw. „beczkach śmiechu„. Nie mniej ważne dla tej grupy wartowników było, że mogli zachować polskie dystynkcje co podkreślało narodowy charakter służby. Wielu to wystarczało.

Z czasem, pomimo kursów, pojawiły się problemy z prowadzeniem pojazdów mechanicznych. Był to problem, który szczególnie dotykał żołnierzy kawalerii rzadziej piechotę. Z myślą o nich Brytyjczycy utworzyli kolejną trzecią kompanię tzw. Konna Kompania Transportowa, której dowódcą został mjr Tadeusz Dołęga-Kamieński. Już w marcu 1947 r. Konna Kompania opuściła Neuengamme a jej żołnierzy przetransportowano do 53 Civil Mixed Depot w Osnabrück. Została tam podzielona na kilka plutonów, które po przejściu pod brytyjskie dowództwo zmieniły swój podział. W pierwszym ta kompania posiadała prawo do polskich dystynkcji ale z czasem zamieniono je na „brytyjskie paski„. Jednocześnie była to pierwsza formacja CMWS, która nie zachowała polskich wyróżników. Pod brytyjskim dowództwem podzielona została na pięć plutonów: cztery liniowe oraz pluton sztabowy. Zadaniem plutonów była praca przy wycince lasów w ramach odszkodowań wojennych dla Wielkiej Brytanii. Trzy plutony pracowały przy wyrębie w Górach Harzu a czwarty skierowany został do Lüneburga Heide w rejon Dannenbergu. Niestety praca w tych plutonach była jedną z cięższych jakie towarzyszyły służbie pracy przy Armii Brytyjskiej. Warunki jakie im towarzyszyły pozostawiały wiele do życzenia. Brak było wody i odpowiednich warunków sanitarnych. Miejsca noclegowe również pozostawiały wiele do życzenia. Z czasem po zakończeniu zadania plutonu powróciły na teren Braunschweigu a z początkiem 1948 r. uległy rozwiązaniu. Żołnierze z tej kompanii uformowali Posty Wartownicze na terenie Hannoveru i Westfalii.

spk-logo
Fot. 7: Logo SPK (źródło: http://www.polishhomeassociation.org)

Z początkiem 1947 r. powstała na terenie Hamburga czwarta kompania wartownicza w pełni przeszkolona w jednostce na terenie Wesel. I tym razem przeszła pod bezpośrednie brytyjskie dowództwo. Z czasem w czerwcu tego roku dowództwo nad nią przejął kpt. Tadeusz Wroński. Był to trudny okres dla wartowników, ponieważ ważyły się losy statusu PWX. Brytyjczycy przymierzali się do demobilizacji, dominowały więc problemy z wyszkoleniem oficerów i podoficerów a także co wydaje się najważniejsze problem wyszkolenia polskich wartowników w mustrze brytyjskiej. Często brak zrozumienia oraz różnice w mentalności Polskich i brytyjskich oficerów brały górę i dochodziło do kryzysowych momentów w życiu kompanii. Warto zauważyć, że był to okres w którym nie funkcjonowały jeszcze regulaminy CMWS/CMLO także brytyjscy oficerowie nie wiedzieli jak mają traktować polski wartowników. Przykładem może być fakt, że z jednej strony wartownicy pobierali żołd i wyżywienie z zasobów BAOR a z drugiej traktowano ich jako cywili zakazując tym samym wstępu do brytyjskich kasyn oficerskich i podoficerskich. Dawało się zauważyć pewien zamęt nie tylko w formacjach brytyjskich ale również polskich. Z chwilą kiedy dowództwo przejął mjr Tadeusz Dołęga-Kamieński, Chief Superintendent, pewne spory udało się wygasić.

Brytyjskie formacje wartownicze niczym nie odbiegały od ich amerykańskich odpowiedników. Do formacji został przydzielony kapelan, który rozwijał duchowo-religijną działalność. Obchodzono święta katolickie. Przy większych jednostkach służbę pełnili księża-kapelani. Odbywały się coniedzielne Msze św. w większych formacjach np. w Hamburgu. W innych wypadkach księża objeżdżali koszary pełniąc posługę duszpasterską. Dziekanem CMWS/CMLO był ks. Walerian Pączek, kapelanami byli ks. Golniewicz i ks. Woźniczka.

Z inicjatywy mjr Dołęgi-Kamieńskiego udało się utworzyć na terenie Hamburga wspólną dla wszystkich narodowych oddziałów CMWS Klub Superintendentów do którego mogli uczęszczać nie tylko polscy wartownicy. Pełnił on rolę kasyna-messy, gdzie oprócz posiłków organizowano również życie towarzyskie.

CMWS_2
Fot. 8: Obchody Święta Żołnierza Polskiego – Hamburg 1949 r. – czwarty od lewej w pierwszym rzędzie mjr Bolesław Zawalicz-Mowiński (źródło: Trzy lata granatowej służby)

Z czasem Brytyjczycy zaczęli zgłaszać potrzeby dla oddziałów przy RAF. Dotąd powyższe kompanie pełniły służbę w ramach brytyjskiej Armii. W tym przypadku brytyjskie dowództwo lotnicze zachowało niezależność od dowództwa armii i samo decydowało o zatrudnianiu wartowników CMWS przy RAF. Uważano, że służbę lotniczą cechuje specyficzny charakter, dlatego zachowały one pewną formę niezależności od dotychczas tworzonych oddziałów. Potrzeba utworzenia takiej formacji zbiegła się z kryzysem berlińskim i utworzeniem „mostu powietrznego” dla Berlina. Okazję do dalszej służby wykorzystali polscy wartownicy, którzy w dużej części zasilili szeregi CMWS przy RAF.

Opiekę społeczną nad polskimi CMWS/CMLO sprawował oprócz Wydziału prowadzonego przez mjr Zawalicz-Mowińskiego również Oddział Stowarzyszenia Polskich Kombatantów. Dodać należy, że każdy wartownik mógł należeć do SPK a więc tym samym poszerzał wpływy tej organizacji w strukturach CMWS/CMLO. Działalność kombatantów miała dość szerokie spektrum. Koła SPK tworzyły biblioteki dla wartowników, dystrybuowano prasę m.in.: Dziennik Polski i Dziennik Żołnierza, Polska Walcząca, Ostatnie Wiadomości, Orzeł Biały. Dystrybucja tych czasopism odbywała się w setkach tysięcy egzemplarzy. Dla chętnych organizowano kursy języka angielskiego, które były subsydiowane przez Oddział SPK, kursy dokształcające, dostarczano potrzebne materiały związane z obchodami świąt i rocznic narodowych a także potrzebne podręczniki. Doposażano Koła SPK w potrzebny sprzęt sportowy, odbywały się zawody sportowe a także próby na Polską Odznakę Sportową. Dział opieki roztaczał parasol ochronny nie tylko nad wartownikiem ale także jego rodziną, inwalidami wojennymi, wdowami, sierotami i chorymi.

Jak większość organizacji w tamtym czasie także SPK wspierało starania wartowników o dalszą emigrację. Głównymi kierunkami emigracji była Anglia, Kanada, Stany Zjednoczone, Australia. W Stanach Zjednoczonych władze SPK podjęły współpracę z Komitetem Osiedlenia Polonii Amerykańskiej i Komitetem ks. płk. Buranta. Na terenie obozów Fallingbostel, Wentorf, Münster pracowali w tamtym okresie mężowie zaufania SPK, którzy prowadzili ankiety chętnych do emigracji a także pełnili rolę doradców w sprawach emigracyjnych (m.in. wspomniana wyżej działalność mjr Zawalicza-Mowińskiego).

Działalność SPK w strukturze CMWS w tamtym okresie nie ograniczyła się jedynie do powyższych zadań. Obejmowała również opiekę i pielęgnację grobów żołnierzy polskich, stałe patronaty nad przedszkolami i szkołami polskimi, poszukiwania rodzin, ekspediowanie lekarstw do kraju, opiekę nad inwalidami i niezdolnymi do pracy.

Pomoc byłym jeńcom wojennym i wartownikom CMWS/CMLO niosła również Delegatura Towarzystwa Pomocy Polakom (ang. Relief Society for Poles) oraz World’s Y.M.C.A.

Na koniec małe wspomnienie tych wartowników, którzy odeszli na przestrzeni lat 1947-1949: Józef Wojciechowski, Marian Hedrych, A. Piasecki, Kazimierz Piechota, Franciszek Bach, Sylwester Czabański, Władysław Czarnecki, Ludwik Frączek, Stanisław Gołąb, F. Hulboj, Stefan Jakubisiak, Stanisław Koprowski, Henryk Kowalczyk, Roman Kłodnicki, Zygmunt Kulecki, Zygmunt Kuliczowski, Eugeniusz Milczarek, Iwan Oleksiak, Mikołaj Osucha, A. Pawłucznia, Płoński, Franciszek Stachowiak, Ludwik Szary, Jan Szydełko, Włodzimierz Wołowski, Jan Wachnik, Paweł Wojciechowski, Wasyl Wołoszko, Zdzisław Zajdel.  

Stopnie wojskowe CMWS/CMLO według brytyjskiego wzoru (od najwyższego do najniższego): Senior Staff Superintendent, Staff Superintendent, Chief Superintendent, Superintendent, Asst. Superintendent, Head Foreman, Foreman, Asst. Foreman, Chargehand or Chief Watchman or Chief Doghandler, Senior Watchaman or Senior Doghandler. 

7 pułk RLC Brytyjskiej Armii
Fot. 9: Przyjęcie sztandaru 7 Pułku RLC Armii Brytyjskiej – widoczne polskie godło na pułkowym sztandarze (źródło: http://www.army.mod.uk)

Nie kończy to w żaden sposób działalności „granatowej służby„. Formacje te przetrwały w różnej postaci do późnych lat 80-tych i dopiero wówczas zostały rozwiązane. Część natomiast przeszła do regularnych formacji Brytyjskiej Armii i kontynuuje działalność po dzień dzisiejszy. Jeszcze w 1948 r. powstała na terenie BAOR 317 kompania transportowa czołgów MSO, którą w latach 60-tych przemianowano na 612/617 kompanie transportową czołgów MSO RASC. Z czasem przechodziła ona różne przeobrażenia aż do 1987 r. Polską kompanią był wówczas 7 Regiment (pułk) transportowy czołgów RCT, którego baza mieściła się Sennelager przy BAOR. Współdziałał on z 3. eskadrą transportową czołgów, z 16 eskadrą transportową czołgów i 317 eskadrą transportową czołgów, której baza znajdowała się w Hamm. Żołnierze dysponowali w tamtym czasie brytyjskimi battledress’ami ale mogli zachować narodowe symbole w tym polskie godło. Historia tego pułku trwa po dziś dzień chociaż nie wiem czy nadal służą w nim Polacy (zdjęcie powyżej).

Przy tworzeniu tego wpisu korzystałem:

  • Trzy lata w granatowej służbie, Niemcy Zachodnie, 1950
  • Guido Rosignioli, Men in Blue, Army and Navy Modelworld, July 1983 (kopia w posiadaniu autora)
  • David M. Kellock, Transporting Britain’s Tanks, The Armourer, [brak daty wydania] (kopia w posiadaniu autora)
  • ze zbiorów Archiwum Instytutu Polskiego i Muzeum im. gen. W. Sikorskiego w Londynie
  • ze strony poświęconej działalności Brytyjskiej Armii Renu – BAOR: (http://www.baor-locations.org/Home.aspx.html)

© by łukasz wolak

Kompanie pomocnicze przy Armii Brytyjskiej
Tagged on:                                                                                                                                                                     

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: