Wspomnienie biograficzne o Zofii Odrobnej

 

Obiecałem Państwu krótki wpis poświęcony dokumentom związanym z rodziną Odrobnych, które podczas pobytu w Przemyślu miałem okazję oglądać. Ponieważ niedawno otrzymałem na skrzynkę mailową skany fotografii i jeden list zdecydowałem się na kolejny tekst. To „małe” odkrycie dostarczyło mi wielu nowych informacji oraz nieznane dotąd materiał ikonograficzne. Uznałem, że wykorzystam je do zilustrowania, ważnej z punktu widzenia polskich uchodźców, krótkiego biograficznego wspomnienia.

Fot. 1: Zofia Odrobna
Fot. 1: Zofia Odrobna z d. Ogonowska (źródło: IPMS)

Wpis chce poświęcić Zofii Odrobnej z domu Ogonowska, żonie Kazimierza Odrobnego, której życiorys stał się poniekąd motorem napędowym do moich dalszych poszukiwań archiwalnych. Do tej pory uważałem, że nie będę wstanie odszukać większości informacji związanych z Odrobną. Sięgając pamięcią wstecz uzmysłowiłem sobie, że do września 2015 r. niewiele o niej wiedziałem. Wszelkie pozostałe informacje były jedynie poszlakami. A już napewno nie byłem świadomy tego, że pochodziła z Przemyśla –  mojego rodzinnego miasta, dlatego zdecydowałem się opisać jej losy. Nie ukrywam, że w tym przypadku odezwał się we mnie lokalny patriotyzm. Wracając jednak do września ubiegłego roku, kiedy odkryłem kwestionariusz paszportowy Zofii, zdałem sobie wówczas sprawę z tego jak mało o niej wiedziałem. Z początkiem bieżącego roku doświadczyłem po raz kolejny  szczęśliwego zbiegu okoliczności, który sprawił, że przypadkiem trafiłem na kolejny ślad (pisałem o tej historii w tekście na blogu pt. Poszukiwania, przypadek, szczęście). Siedząc więc przy swoim biurku oczekiwałem na materiały, które prześle p. Monika. Gdy nadeszły na moja skrzynkę zastanawiałem się chwilę w którą stronę mam pójść i jak wykorzystać tą wiedzę? Zdecydowałem, że będzie to przyczynek i krótka historia poświęcona Zofii. Zdecydowałem się również uzupełnić tekst częścią udostępnionego materiału, który jeszcze lepiej zilustruje jej osobę. Chce jednocześnie zaznaczyć, że przedstawiona poniżej historia jest i będzie nadal uzupełniania a zebrane informacje nie stanowią kompletnego obrazu. Wciąż istnieje sporo luk w tym życiorysie, których braki będę starał się na bieżąco uzupełniać. Wszelkie materiały prezentowane w tym wpisie pochodzą z archiwum Izabelli Zięby z domu Ogonowska którym zarządza p. Monika Zapałowska.

„Powrót” w rodzinne strony – Zofia Ogonowska

Zofia Irena Ogonowska urodziła się w dniu 15 maja 1917 r. w Żurawicy w powiecie przemyskim (miejscowość oddalona o kilka kilometrów na północ od miasta). Była córką Tomasza i Bronisławy z domu Rak. Dzieciństwo i okres dojrzewania spędziła w Przemyślu. Nie wiem gdzie uczęszczała do szkoły podstawowej i średniej ale mogę śmiało założyć, że mogła to być szkoła z kilku funkcjonujących w tamtym czasie na terenie Przemyśla. Po pozytywnie zdanej maturze zdecydowała się pójść na studia. W latach trzydziestych dla większości maturzystów w Przemyślu wybór uczelni i miasta był oczywisty – Lwów. W taki nurt wpisała się również Zofia. Złożyła swoje dokumenty na Uniwersytet Jana Kazimierza prawdopodobnie na kierunek pedagogika.

Przemyśl – Mapy Google
Fot. 2: Przemyśl – Żurawica (źródło: google.pl)

Studia rozpoczęła z powodzeniem w 1937 r. Żywo angażując się w naukę wiodła we Lwowie życie niczym nie wyróżniające się spośród wielu studentów w tym mieście. Zapewne w tamtym czasie nie mogła zdawać sobie sprawy, że jej los zwiąże się z osobami, które w tamtym okresie także przebywały we Lwowie (m.in.: Witold Szwabowicz, Alfred Ruebenbauer) a po wojnie spotkały się w Zjednoczeniu Polskich Uchodźców. Mniej więcej pod koniec trzeciego roku studiów zastała ja wojna. Wskutek podziału strefy wpływów pomiędzy ZSRS a III Rzeszą i podpisaniu Paktu Ribbentrop-Mołotow, który wytyczył nową granicę zdecydowała się przerwać studia i wróciła do rodzinnego Przemyśla. Przez pierwsze lata okupacji mieszkała z matką i młodszą siostrą. Niestety nie wiem czym zajmowała się podczas okupacji. Być może pracowała w jednym z zakładów na terenie miasta. Wskutek zaostrzonej polityki niemieckich władz okupacyjnych została wywieziona do pracy przymusowej na terenie Niemiec. Zdarzenie to prawdopodobnie nastąpiło pomiędzy końcem 1942 r. a pierwszym kwartałem 1943 r. (w kwestionariuszu paszportowym złożonym po wojnie w Konsulacie Generalnym RP w Dublinie wskazała, iż do Niemiec przyjechała w dniu 27 marca 1943 r.) Z tym zdarzeniem związana jest pewna rodzinna historia. Okazuje się bowiem, że to Izabella Ogonowska otrzymała nakaz wyjazdu – jej młodsza siostra. Zofia miała stanąć w obronie siostry w obawie o jej zdrowie i życie, dlatego zgłosiła się w zastępstwie do transportu. W taki oto sposób uratowała Izabellę i znalazła się w czasie okupacji na terenie Niemiec. Pomimo, że nie znamy dokładnej daty transportu możemy dzięki jej korespondencji z obozu wskazać docelowe miejsce pracy przymusowej. Otóż trafiła do obozu pracy w miejscowości Libur – dzisiaj dzielnica Kolonii w okręgu Porz w Nadreni Północnej-Westfalii.

Libur_Kolonia.svg
Fot. 3: Libur- dzielnica Kolonii (źródło: wikipedia.pl)

O jej przeżyciach na terenie Niemiec możemy przeczytać w jednym z listów przesłanych w 1944 r. do rodziny w Przemyślu. Po jego lekturze nie mam wątpliwości, że był napisany stopniu umożliwiającym jego przesłanie aby treść nie naraziła się cenzurze. Zofia pisała:

(…) Ja teraz często jestem w ogrodzie, albo w polu. Ostatnio wycinałyśmy z Anną osty w zbożu, plewiłyśmy w ogrodzie, a dzisiaj sadziłyśmy kartolfe. W ubiegłym tygodniu pracowaliśmy 9 dni przy rabarbarze, potem byłam z Anną i Bernardem na stacji i ładowaliśmy go do wagonów. Łodygi rabarbaru oczyszcza się z liści i wiąże sznurkiem w wiązkach po 10 kg. Za dwa tygodnie znowu będziemy wycinać na innych polach. Dzisiaj czwartek mamy święto ale pracowaliśmy cały dzień, wojna. (…) Matka szefa jest w szpitalu, byłam dwa razy ją odwiedzić i ogromnie się ucieszyła. (…) Jej syn jest obecnie koło Magdeburga w fabryce ale nie przyjedzie. Przysłał mi życzenia na imieniny i długi list. (…) Moja stara też mi obiecała na niedzielę zrobić biszkoptowy tort, który dostanę ja i Bernard, bo jego imieniny wypadają 22 maja. Z tego 2 kawałki mam dać dla Wandy, to mi już też stara przypomina. (…) Dostałam przy tym tyle listów i kartek z życzeniami, że już dzisiaj Francuzi mówili do starej, że szef nie dostaje tyle poczty co ja, nawet moi chłopcy z Liburu też pamiętali o mnie i wszyscy podpisują się jako szczerzy przyjaciele. (…) Czesiek oczywiście też o mnie pamiętał chociaż przed tygodniem napisałam mu list likwidujący naszą znajomość. (…) On też nie wziął na serio tego listu, bo w ubiegłą niedzielę na zabawie w Porz, pytał się wszystkich w Liburze dlaczego Zosia nie przyszła, przysyłał mi ukłony i grał piękne tango, które dla mnie ułożył „zapomnij Zosiu o tem co było, pokochaj znowu, wróć do mnie wróć”. (…) Obydwie dostałyśmy po parze drewniaków i fartuchy. Ze zdrowiem czuje się dużo lepiej niż na wiosnę i chociaż nie raz pragnę być chora i dostać się do szpitala, to jak na złość nic mi nie jest (…). Kończę i całuję wszystkich strasznie mocno i Mietka. Zocha (…).”*

* Fragment listu Zofii do rodziny z 19 maja 1944 r. (źródło: archiwum rodzinne Moniki Zapałowskiej) 

Cytowany powyżej list jest jedynym udostępnionym mi świadectwem z okresu pracy podczas II wojny światowej na terenie Niemiec. W liście Zofia wspomina jeszcze o częstych nawracających się problemach zdrowotnych. Prawdopodobnie przez dłuższy czas nie leczone lub źle leczone infekcje przyczyniły się w okresie powojennym do ciężkich powikłań zdrowotnych. W chwili obecnej nic nie wskazuje na to aby miała być ofiarą eksperymentów medycznych, chociaż w okresie powojennym przy różnych okazjach wspomniał o tym Kazimierz Odrobny. Wracając jednak do głównego wątku jej historii. Prawdopodobnie w obozie na terenie Kolonii doczekała końca wojny. Została wyzwolona przez aliantów zachodnich została umieszczona w obozie dla dipisów w Köln-Mülheim a następnie Lippstadt w brytyjskiej strefie okupacyjnej.

Powojenna miłość istnieje….

Z listu przesłanego do rodziny w 1946 r. wynika, że Zofia na terenie obozu Köln-Mülheim poznała Kazimierza Odrobnego, któremu spodobała się od pierwszego wejrzenia. Według jej relacji pierwsze oświadczyny Kazimierz Odrobny złożył już 1946 r. Od tamtej pory przyszło mu jeszcze kilka lat oczekiwać na ich przyjęcie. Od chwili poznania w obozie ich losy splotły się w jeden żywot. Według niepotwierdzonych informacji Kazimierz miał założyć pralnię chemiczną ale z przyczyn ekonomicznych musiał ten interes zamknąć. Obydwoje zaangażowali się z pracę w powstającym polskim szkolnictwie m.in. w polskim gimnazjum w Lippstadt na terenie brytyjskiej strefy okupacyjnej. Nie będę rozwijał w tym miejscu losów Kazimierza, ponieważ pisałem o nich na blogu w tekście pt. „Kazimierz Odrobny. Odpryski życia działacza emigracyjnego. Cz.1„. Zaznaczę, jedynie, że Kazimierz w dość krótkim czasie zyskał szacunek grona nauczycielskiego, które wybrało go swoim dyrektorem. Pomimo, iż Zofia nie ukończyła studiów przerwanych wojną, podjęła angaż nauczycielki języków obcych i gry na fortepianie najpierw na terenie Köln-Mülheim a później Lippstadt. Uczyła młode dziewczynki i przygotowywała je do przyjęcia sakramentu pierwszej komunii świętej. Ponadto włączyła się w program pilotowany przez Polski Czerwony Krzyż (Towarzystwo Pomocy Polakom w Niemczech) i Zjednoczenie Polskie w Niemczech związany z poszukiwaniem rodzin adopcyjnych dla polskich dzieci, które po zakończeniu wojny pozostały w okupowanych Niemczech. Nie znałem jej charakteru ale kierunek zainteresowań miała bardzo zbliżony do tego, który prezentował po wojnie Kazimierz. Obydwoje cenili sobie pracę społeczną – właściwie u podstaw, edukując najmłodszych polaków oraz pełne oddanie się pracy w opiece nad Polakami w Niemczech.

Jedną z ciekawszym fotografii, która otrzymałem z archiwum Izabelli Zięby, siostry Zofii, jest poniższa fotografia pochodząca prawdopodobnie z 1947 roku. Kto więc znajduje się na niej? Pierwszy od prawej to Kazimierz Odrobny, w środku kobieta zwrócona w jego stronę to Zofia wówczas jeszcze Ogonowska. Osoby zaznaczone krzyżykami to księża uczący w szkole i gimnazjum. Pozostała grupa to grono pedagogiczne prawdopodobnie z Lippstadt. Poniższa fotografia jest tym bardziej unikalna, ponieważ nie była dotąd szerzej prezentowana przy okazji podejmowania problemy polskiego szkolnictwa w strefach okupacyjnych Niemiec (zakładam, że podobne znajdują się w archiwach i nie zostały dotąd odkryte lub zidentyfikowane).

Zosia Ogonowska
Fot. 4: Nauczyciele ze szkoły i gimnazjum w Lippstadt ok. 1947 r. (źródło: archiwum rodzinne Izabelli Zięby)

Zofia i Kazimierz pracowali przez lata w szkole. Czas upływał im na zmaganiach z dipisowską rzeczywistością i radzeniu sobie z problemami życia w okupowanych Niemczech. Kazimierz rozwijał swoje zaangażowanie społeczne w wielu organizacjach na terenie brytyjskiej strefy. Z jego wspomnień wiemy, że w tym okresie Zosia kilka razy przebywała w szpitalu na leczeniu, które związane było z pogarszającym się jej stanem zdrowia będącym skutkiem wojennych przeżyć. Kazimierz oddawał się bez reszty swojej pracy i angażował się w działalność Polskiego Okręgu Szkolnego. Udało mi się w międzyczasie pozyskać od władz okupacyjnych budynek na działalność polskiej szkoły. Przeprowadził ją z obozu w Köln-Mülheim do byłego niemieckiego gimnazjum w Lippstadt tworząc tym samym duży zespół szkół. Zaangażował się również w działalność w strukturach delegatury Stronnictwa Narodowego na Niemcy Zachodnie. W początkowym okresie jego zainteresowania polityczne w żaden sposób nie dotykały Zofii. Ona sama nie przejawiała zainteresowań polityką. Być może przebywanie w towarzystwie Kazimierza spowodowało, że w późniejszym okresie czasu zaczęła interesować się  tymi zagadnieniami?!

Wydaje mi się, że los obojga w drugiej połowie lat 40-tych nie był do końca przesądzony. W wielu głowach Polaków, którzy znajdowali się na terenie stref okupacyjnych pojawiały się pomysły zmiany kraju i dalsza migracja w poszukiwaniu „ziemi obiecanej”. Prawdopodobnie takie myśli zaprzątały głowę Kazimierza, który złożył dokumenty w Konsulacie Generalnym RP w Dublinie w 1947 r., w celu dalszej migracji z Niemiec do krajów uznających Rząd Polski na Uchodźstwie w Londynie. Zofia natomiast, nieco później, ale jeszcze w 1948 r. złożyła podobny kwestionariusz deklarując w nim wyjazd do krajów uznających polskie władze w Londynie. Mógł to być zabieg okoliczności, którego celem było pozyskanie polskiego dokumentu ale również realna chęć opuszczenia Niemiec. Nie wiem czy decyzję o wyjeździe podejmowali wspólnie i do jakiego stopnia ich plany były zaawansowane. Nie mniej obydwoje deklarowali potrzebę zmiany. Pomimo chęci dalszej migracji planów jednak nie zrealizowali. Los zdecydował jednak pchnąć ich w swoje ramiona. W dniu 17 kwietnia 1949 r. przed [ks. Banaszakiem – prawdopodobnie] zdecydowali się przyjąć sakrament małżeństwa. Od tamtego momentu małżeństwo Odrobnych rozpoczęło wspólną drogę w środowisku polskich dipisów.

Zosia i Kazimierz ślub
Fot. 5: Zofia Ogonowska i Kazimierz Odrobny podczas ceremonii zawarcia związku małżeńskiego (źródło: archiwum rodzinne Izabelli Zięby)

Prawdopodobnie po zawarciu związku małżeńskiego zdecydowali się zamieszkać w miejscowości Velbert z którą związali się na całe życie. Warto zaznaczyć, że od chwili zakończenia wojny Zofia przez cały czas utrzymywała kontakt z rodziną przede wszystkim z młodsza siostrą Izabelą, która po wojnie mieszkała w Przemyślu. To dzięki tym kontaktom zachowały się po dziś dzień dokumenty i fotografie z którymi nie tylko mogłem się zapoznać ale w chwili obecnej na łamach tego tekstu zaprezentować.

Po zawarciu związku małżeńskiego Zofia i Kazimierz nie zdecydowali się na potomstwo. Kazimierz wspominał, że przyczyną takiego stanu były problemy zdrowotne żony, które wynikały wprost z pobytu w obozie pracy. Z wielką troską w trudnych dla niej chwilach opiekował się żoną i starał się służyć jej swoją pomocą. Dotąd Zofia nadal pracowała polskiej szkole w Lippstadt ucząc przede wszystkim języków obcych i gry na fortepianie. Wielokrotnie otrzymywała prośby od grupy znajomych aby była matką chrzestną nowonarodzonych polskich dzieci. Równie często występowała w roli nauczycielki przygotowującej młode dziewczęta do sakramentu pierwszej komunii świętej. Przez cały czas nie był jej obcy los polskich dzieci w Niemczech. Wraz z Polską Macierzą Szkolną oraz akcją Pomocy Polskim Dzieciom w Niemczech starała się poprawiać ich los. Organizowała zielone szkoły, obozy i kolonie, a także wsparcie finansowe dla dzieci najbardziej potrzebujących.

Z chwilą powstania Zjednoczenia Polskich Uchodźców (ZPU) włączyła się żywo w jego działalność jako szeregowy członek. Kazimierz pełnił w pierwszych latach funkcję wiceprezesa zarządu głównego i częściowo zrezygnował z udziału w polskim szkolnictwie. Nie zrezygnował jednak ze wspierania tego szczytnego celu. Kiedy w 1953 r. powstała Komisja Oświatowa przy zarządzie głównym ZPU organizacja przejęła nie tylko szkolnictwo polaków w Niemczech ale przede wszystkim zaczęła organizować środki i zaplecze do nauki polskich dzieci. Dla niego i Zofii to były priorytety – czuwać nad wykształceniem najmłodszego pokolenia Polaków aby nie zapomniały swego ojczystego kraju. Również Zofia od pierwszych chwil odnalazła swoje pasje i zaangażowała się w działalność Komisji. Korespondowała szeroko w sprawach polskich dzieci z Zofią Arciszewską organizując dla nich wyjazdy z Niemiec na kolonie do Anglii. Wiedziała, że zmiana klimatu oraz środowisko wpłynie pozytywnie na ich rozwój. Misja na edukacyjnej niwie w środowisku polskich uchodźców w Niemczech była nie tylko jej pasją ale również męża Kazimierza. Dzisiaj wydaje mi się, że to właśnie ona mogła połączyć te dwie osoby w związek małżeński. Jeszcze w 1955 r. Kazimierzowi udało się namówić żonę do złożenia deklaracji członkowskiej do delegatury Stronnictwa Narodowego na Niemcy Zachodnie. Nie wiem czy deklarację złożyła pod jego wpływem czy rzeczywiście sama przejawiała przekonania związane z tym stronnictwem. Nie mniej w archiwach pozostał jedynie drobny wpis świadczący o takim wydarzeniu.

Jednym z ważniejszych przejawów życia Zofii w Niemczech były kontakty z siostrą, które pomimo rozłąki trwały nadal. Kazimierz sprzyjał tym relacjom i nie izolował Zofii od rodziny w Przemyślu. Udało mu się zorganizować przyjazd Izabeli i Henryka do Niemiec w 1959 r. Nikt wówczas nie podejrzewał, że będą to ostatnie odwiedziny sióstr. W międzyczasie Izabela przedłużyła sobie pobyt u rodziny Odrobnych co spowodowało, że w kraju zwróciła na siebie uwagę Wydziału II Komendy Wojewódzkiej Milicji Obywatelskiej (KWMO), który włączył jej osobę w całą skomplikowaną intrygę przygotowywaną przez peerelowską bezpiekę. Niestety nie są mi znane losy Izabeli po powrocie do kraju. Być może materiał zgromadzony w zasobie Instytutu Pamięci Narodowej (IPN) będzie wstanie odpowiedzieć na te wątpliwości – jeśli zachował się. Na obecną chwilę brak mi takiej wiedzy. Niemniej jak już wspomniałem Izabela odwiedziła siostrę w 1959 r. W sumie przebywała u siostry kilka miesięcy. Podczas tego pobytu spędzali czas na odwiedzinach znajomych Zofii i Kazimierza oraz zwiedzali ciekawe miejsca w Niemczech. Poniżej fotografia podczas jednej z takich wycieczek do Heidelbergu.

Zofia, Kazimierz i Izabella - Haiderberg 1959 r.
Fot. 6. Od lewej Kazimierz, Zofia, Izabella, nieznany mężczyzna, Heidelberg 1959 r. (źródło: archiwum rodzinne Izabelli Zięby).

Na powyższej fotografii Zofia wyglądała bardzo dobrze i nic nie wskazywało na to aby jej stan zdrowia miał się dramatycznie pogorszyć. Niedługo po tej wizycie musiała trafić do szpitala w Neviges, miejscowości oddalonej o kilka kilometrów na południe od Velbert. Niestety nie wiemy nic na temat jej stanu oraz przyczyn hospitalizacji. Być może odnowiły się jej infekcje z czasów wojny albo inne czynniki spowodowały ten ciężki stan. Nie jestem również pewny czy Izabella była jeszcze w Niemczech? Być może jej przedłużony pobyt był spowodowany pogorszeniem się stanu zdrowia siostry, dlatego zdecydowała się zostać. Te pytania wymagają jeszcze poszukiwań aby udzielić pełnej odpowiedzi.

Pomimo wielu starań lekarzy w dniu 19 września 1960 r. w szpitalu św. Elżbiety w Neviges Zofia Odrobna zmarła. Odejście żony wpłynęło bardzo obciążająco na Kazimierza. Długo pozostawał w stanie żałoby nie mogąc pogodzić się z jej przedwczesnym odejściem. Wydaje się również, że żal i smutek przełożyły się bezpośrednio na kierowane organizacją ZPU, która od lat 60-tych zaczęło pomału obumierać.

Msza żałobna odbyła się 24 września w kościele pw. Matki Różańcowej w Düsseldorf-Wersten a ceremonia pogrzebowa miała miejsce tego samego dnia na cmentarzu w Düsseldorf-Eller. Żal i smutek po zamarłej żonie pozostał w Kazimierzu do ostatniej chwili jego życia. Nigdy póżniej nie zdobył się na ponowny ślub. Przez ponad dwadzieścia lat żył i funkcjonował sam poświęcając się w dalszym ciągu pracy społecznej. Nawet po śmierci żony nie przestawał korespondować z siostrą żony – Izabelą. Do ostatnich chwil obydwoje wymieniali pomiędzy sobą listy. Kazimierz zmarł w 1981 r. a Izabella zmarła blisko 30 lat później w 2010 r. Poniżej prezentuje materiały związane z ceremonią pogrzebową Zofii Odrobnej, które otrzymałem od jej rodziny.

Na zakończenie chce przekazać swoje wyrazy wdzięczności i podziękowania p. Monice Zapałowskiej za możliwość wglądu w materiały archiwalne jej cioci Izabeli Zięby oraz udostępnienie i przesłanie ich w formie elektronicznej na potrzeby powyższego tekstu.

Do powstania tego tekstu wykorzystałem materiały z: 

  • Archiwum Instytutu Polskiego i Muzeum im. gen. W. Sikorskiego w Londynie
  • Archiwum Pracowni Badań nad Polską Emigracją Polityczną w Niemczech po 1945 r. w Instytucie Historycznym UWr
  • Archiwum Instytutu Pamięci Narodowej
  • archiwum rodzinnego Moniki Zapałowskiej.

 © by łukasz wolak

Wspomnienie biograficzne o Zofii Odrobnej
Tagged on:                                                                                     

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: